niedziela, 5 sierpnia 2012

Tajemnica gwiazdkowego puddingu

Nie przepadam za opowiadaniami, są za krótkie, akcja toczy się za szybko, zanim rozsiądę się wygodnie nad takim, już się kończy nie pozwalając mi wgryźć się w siebie. Ale sprawy tak się jakoś potoczyły, że sięgnęłam po "Tajemnicę gwiazdkowego puddingu". Jest to zbiór sześciu opowiadań wydany w 1960 roku, a więc blisko już schyłku twórczości Królowej Kryminału. Zresztą muszę się przyznać, że jej późniejsze dzieła podobają się mi nieco mniej (ale i tak uwielbiam tę autorkę).
Zbiór opowiadań zaczyna się miłym akcentem, bo przedmową Christie, a ja bardzo lubię takie wprowadzenia. Autorka pisze w niej o tym, które opowiadania lubi bardziej, a które mniej. I tak tytułowe "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" jest jej słabostką i wraz z "Zagadką hiszpańskiej skrzyni" otrzymują zaszczytne miano głównych dań. Jako przystawki są nam oferowane "Szaleństwo Greenshawa", "Sen" oraz "Popychadło". Dostajemy również sorbet - "Dwadzieścia cztery kosy". Mnie, jak przystało na łasucha najbardziej spodobało się właśnie to opowiadanie, drugie miejsce przypadło w udziale dla "Snu", natomiast z "Popychadłem" w ogóle się nie polubiliśmy i po około 10 stronach najzwyczajniej w świecie je pominęłam. Przystawka, którą idzie się zadławić ;)
W pięciu opowiadaniach z zagadkami mierzy się mój ulubieniec - Herkules Poirot, jak zawsze uprzejmy, czasami nieco dziwaczny i dzięki temu dowiaduje się wszystkiego czego chce, wyciąga to z ludzi. W ostatnim "Szaleństwie Greenshawa" ster przejmuje Panna Marple i radzi sobie równie dobrze.
Ogółem dostajemy ponad 250 stron pełnych zbrodni i tajemnic - polecam (do tego nieszczęsnego "Popychadła" jeszcze kiedyś wrócę ;) )

1 komentarz:

  1. Czytałam;) Miła, rozluźniająca lektura przed świętami:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń