środa, 11 kwietnia 2012

"Rendez-vous ze śmiercią" - Agatha Christie



Młodzi Boyntonowie byli całkowicie zdominowani przez macochę – złą kobietę, opanowaną patologiczną żądzą władzy; za młodu była strażniczką więzienną – teraz jak w więzieniu trzyma swoją rodzinę, odmawiając pasierbom spadku po ojcu i swobody. Tyrania pani Boynton wypaczyła charaktery jej ofiar – najmłodsza córka ma początki schizofrenii. „Trzeba ją zabić” – słyszy Hercules Poirot pewnej nocy w Jerozolimie. W czasie wycieczki po Ziemi Świętej pani Boynton umiera. Czy to śmierć naturalna, czy morderstwo? Poirot ma dwadzieścia cztery godziny na rozwiązanie zagadki.





Chyba nudna się robię z tą Christie i kryminałami. Wracają jak bumerangi. Ale chwilę przerwy robię, zbrodnie, kary i śledztwa chwilowo 8 godzin dziennie mi zajmują. Pasuję na parę dni, zajmowanie się tym po godzinach :P



Tym razem w moje łapska wpadł ostatni egzemplarz Christie w mojej ulubionej taniej księgarni w Lublinie. Tytuł nic mi nie mówił. Jedyne co było ważne, że Christie i Poirot. No czego chcieć więcej. Książkę zaczęłam czytać czekając na autobus do mojej wsi, już na moich terenach. Niestety byłam tak zmęczona, że nawet dziwna rozmowa podsłuchana przez Herkulesa nie sprawiła, że zarwałam dla niej noc. A później podczytywałam przy kawie w pracy, jednym okiem patrząc na to z kim plotkuję a drugim w książkę. Dopiero święta były mi okazją do zagrzebania się w pościeli i podróży po piasku rozgrzanym w towarzystwie pewnej, wielce męczącej damy.


Po resztę zapraszam TU

1 komentarz:

  1. ja ostatnio też wpadłam w amok książkowy :) w tym miesiącu przeczytałam już 7 tytułów autorstwa A.Christie :) i jestem w trakcie kolejnej... na Randez-Vous przyjdzie jeszcze czas :)

    OdpowiedzUsuń