poniedziałek, 31 grudnia 2012

Morderstwo w Orient Expressie





Nazajutrz w porze lunchu monsieur Poirot z niewielkim opóźnieniem wkroczył do wagonu restauracyjnego. Wstał wcześnie, śniadanie jadł prawie  sam, a cały ranek spędził przeglądając notatki dotyczące sprawy, która wzywała go do Londynu. Widział więc dotąd niewielu ze swoich towarzyszy podróży.
Monsieur Bouc, który już zajął miejsce, uczynił w stronę przyjaciela powitalny gest i zaprosił go do swojego stolika. Poirot usiadł i natychmiast znalazł się w uprzywilejowanej pozycji kogoś, kogo obsługuje się w pierwszej kolejności i raczy najlepszymi zakąskami. Także danie główne było nadzwyczaj smaczne.
Dopiero przy delikatnym serze monsieur Bouc pozwolił sobie zwrócić uwagę na sprawy inne niż kulinarne. Na etapie dania mięsnego zaczął filozofować.— Ach! — westchnął. — Gdybym to ja władał piórem Balzaka. Opisałbym całą tę scenę. Zatoczył ręką koło.— Owszem, to dobry pomysł — przytaknął Poirot.— Ach, więc zgadzasz się ze mną? Jeszcze chyba nikt tego nie zrobił? A przecież — wszystko to skłania się do romansu, mój przyjacielu. Wokół nas zasiedli ludzie o najróżniejszej pozycji społecznej, najróżniejszych narodowości, w najróżniejszym wieku. Całe trzy dni ci ludzie, obcy sobie nawzajem, spędzą razem. Będą spać i jeść pod wspólnym dachem, nie będą mogli siebie uniknąć. A po upływie owych trzech dni rozejdą się, każdy ruszy własną drogą i może już nigdy więcej się nie spotkają.— Ale — wtrącił Poirot — załóżmy, że jakiś wypadek…— Och, nie, przyjacielu…— Zgadzam się, że z twojego punktu widzenia byłoby to pożałowania godne wydarzenie. Lecz mimo wszystko, tylko na chwilę, dopuśćmy taką możliwość. Wtedy, załóżmy, wszystkie te osoby związałaby… śmierć.

Fragment pochodzi z książki pt. "Morderstwo w Orient Expressie" autorstwa A. Christie wydanej przez wydawnictwo Hachette w 2000 roku.


No i wpadłam po uszy z Christie. Jak śliwka w kompot. Zaraz po "Tajemnicy gwiazdkowego puddingu" nie mogłam się powstrzymać i masz ci los! Trafiłam na "Morderstwo w Orient Expressie". Tym razem Hercules Poirot rozwiązuje sprawę morderstwa w pociągu, który utknął w zaspach. Zaczyna się niewinnie: zasadniczo do pociągu relacji Stambuł - Calais udaje mu się dostać dzięki znajomością z "szefem" pociągu, Poirot podsłuchuje (zupełnie przypadkiem, proszę państwa) czyjąś rozmowę, odnosi dziwne wrażenie spotykając pewnego mężczyznę. Niedługo potem  ten mężczyzna, który zwrócił uwagę Poirota ginie. 

Poszlak mamy wiele, autorka co rusz podsuwa nam coś nowego, a mimo to do końca trudno stwierdzić kto jest odpowiedzialny za morderstwo. Książkę oceniam bardzo wysoko. Nie dość, że jest lekka, napisana wprawnym piórem i niezbyt pokaźna objętościowo, dzięki czemu w licznych szczegółach się nie pogubimy tak łatwo, to jeszcze jej forma doskonale odpowiada mojemu oglądowi Pana Herculesa Poirota - podzielona, usystematyzowana, podnosząca wagę szczegółów. Krótko, na temat, interesująco - czyli dokładnie tak jak powinno być.

Niewątpliwie to klasyka kryminału i to w najlepszym wydaniu. A Poirot już od jakiegoś czasu, kiedy to zobaczyłam któryś z odcinków serialu na podstawie Christie, jest moim ideałem mężczyzny. Nie pojmuję zatem dlaczego autorka zdecydowała się go kiedykolwiek uśmiercić, a ponoć tak! Ponoć, bo cała wyprawa tropem Poirota przede mną.

środa, 26 grudnia 2012

Morderstwo w Boże Narodzenie

Zbliża się Boże Narodzenie. Senior rodu Simeon Lee do swej rezydencji zaprasza rodzinę. Spotkanie jest nietypowe, gdyż Lee niemal nie utrzymywał z dziećmi kontaktów. Mało przyjemnej atmosfery nie poprawia pojawienie się uchodzącego za czarną owcę syna, a tym bardziej wnuczki, którą rodzina widzi po raz pierwszy. W ponurych nastrojach podsycanych pragnieniem odziedziczenia jak największego spadku zebrani dowiadują się o zabójstwie złośliwego milionera. Do akcji wkracza niezastąpiony Herkules Poirot. Przed detektywem trudna zagadka - okazuje się bowiem, że z sypialni Simeona zniknęły diamenty, nie wszyscy goście ujawnili prawdziwą tożsamość, a zamordowany miał niejednego wroga…


 Pewnie niewiele jest osób, które uznają książkę „Morderstwo w Boże Narodzenie” za świąteczną, mimo wyraźnej nazwy święta w tytule. Bo morderstwo w Święta? Chociaż, zapewne w wielu z was budzą się różne niższe instynkty ;)

Właśnie o tym Królowa Kryminału napisała powieść.  Stary, wredny, bogaty senior rodziny zaprasza wszystkich swoich krewnych na święta. Zaprasza synów z żonami, swoją nigdy niewidzianą wnuczkę do rodzinnej posiadłości. Niektórzy mają nadzieję na wielkie pojednanie przy choince, łudzą się, że starca ruszyło sumienie. Nic bardziej mylnego! Staruszek chce się zabawić, spłatać figla rodzinie i ich skłócić. Nawet mu się to udaje, ale jest jeszcze jedna nieprzewidziana atrakcja – zostaje on zamordowany. Zbrodnia nie budzi wątpliwości! Jest masa krwi, ślady walk i zamknięte drzwi. Jeśli Staruszka nie zabił duch, to kto? Tylko Herkules Poirot może rozwiązać tą zagadkę!

To jedna z najlepszych książek Agaty Christie, bardzo w jej stylu. W tej książce jest wszystko za co kochamy Autorkę, zamknięte pomieszczenie, ograniczona liczba podejrzanych, niuanse, mylne tropy i zaskakujące zakończenie.  Ostatnio, przy okazji recenzji „Morderstwa w Orient Expressie” Gloger zastanawiał się, czy faktycznie prawdziwym jest twierdzenie, że autorka podaje wszystkie wskazówki i czy przeciętny czytelnik ma prawo odgadnąć rozwiązanie. Uznał, że na przykładzie „orient Expressu” jest to wykonalne, ja zaś twierdzę, że jest wykonalne. Bo Agata pisała w dla czytelników swoich czasów, którzy dysponowali informacjami dla nas nieznanymi. Chociaż są książki w których polemizowałabym z tezą „wszystkich informacji”, w tej książce wiemy wszystko, a jednak dajemy się zwieść. Ja się dałam, miałam wątpliwości, stawiałam właściwe pytania, dochodziłam do właściwych wniosków cząstkowych, ale całościowo zbłądziłam. Nie miałam pojęcia kto zabił, więc rozwiązanie było dla mnie niespodzianką. Za to uwielbiam powieści Agaty Christie, co jest dziwne, bo robi ze mnie idiotkę, daję się prowadzić na manowce, a jednak kupuję te książki i zaczytuję się w nich do później nocy.
Tak było i z „Morderstwem w Boże Narodzenie”, zaczęłam czytać już w Boże Narodzenie i chociaż książka ocieka krwią, nie ma w sobie cienia atmosfery świąt, ale była mi doskonałą rozrywką, nie chciałam się oderwać od lektury. Tradycyjnie musiałam doczytać do końca, aby poznać sprawcę. Bo przecież nie miałam szans, aby zgadnąć.
Według mnie ta książka to świetny pomysł, na leniwe polegiwanie z talerzem sernika, makowca, dobrej kawy w zasięgu ręki. Czas będzie płynął niepostrzeżenie, a Wy ani się obejrzycie a dacie się porwać intrydze! 

środa, 19 grudnia 2012

N czy M

Królowa kryminału - Agatha Christie - stworzyła w swoim życiu ponad 90 powieści. Dotychczas znałam jedynie te, w których zagadki rozwiązywali Hercules Poirot lub panna Jane Marple. W jednej z recenzji znalezionych w blogosferze zainteresował mnie fakt, iż w pięciu książkach Christie rolę pierwszych skrzypiec gra para detektywów - amatorów: Tomasz i Tuppence Beresford. Postanowiłam sprawdzić czy polubię ten niebanalny małżeński duet.

"N czy M?" jest trzecią z kolei książką z Beresfordami a jej akcja toczy się podczas II wojny światowej. Detektywi-amatorzy mają trudności ze znalezieniem pracy i zazdroszczą swoim dzieciom, dorosłym już bliźniętom, działań dla ojczyzny.
Pewnego dnia w ich domu zjawił się przyjaciel lorda Easthamptona - pan Grant. Miał dla Tomasza propozycję pracy - oficjalnie miała to być nudna papierkowa robota w oddziale ministerstwa w Szkocji. Jednak po tajemniczym wyjściu z domu pani Beresford (czy oby na pewno?), Grant ujawnił, iż tak naprawdę chodzi o zupełnie inną pracę. Tomasz miałby udać się do pensjonatu Sans Souci w Leahampton, na południowym wybrzeżu Anglii i zdemaskować członka niemieckiego wywiadu - pana N lub panią M.

W pensjonacie pani Perenna mieszka kilka zupełnie różnych, z pozoru niepasujących do profilu szpiega, osób: stara panna, młoda matka z dwuletnią córeczką, doskonała obserwatorka, niemiecki uciekinier czy narzekające małżeństwo. Wśród nich ma być szpieg? Państwu Beresford nie będzie łatwo dotrzeć do prawdy. Napisałam Państwo a nie Pan? Tak, tak. To nie pomyłka. Sprytna Tuppence też zamieszkała w Sans Souci, w dodatku bez wiedzy męża. Ale jak jej się to udało dowiecie się z lektury "N czy M?".

Książka zawiera wątek wojny oraz pokazuje jak trudno w takim czasie znaleźć ludzi mówiących prawdę. Jak oceniać ludzi, by nie znaleźć się w śmiertelnej pułapce spowodowanej zawiedzionym zaufaniem.
Autorka świetnie opisała tą historię. Kiedy ja, czytelnik znający jej literaturę i tok myślenia, byłam już tuż tuż wyjaśnienia zagadki, Christie zaskakiwała mnie nowym wydarzeniem czy nową postacią, czyniąc tym samym zamęt w mojej teorii mającej zdemaskować szpiega. Książka warta jest Twojego wieczoru! Bo jak przystało na Królową, w powieści nie brakuje tajnych haseł, włamań, podsłuchiwania, tajemniczych zniknięć czy pułapek.

sobota, 8 grudnia 2012

"Tragedia w trzech aktach"

Znany aktor, sir Charles Cartwright, wydaje przyjęcie, na które oprócz osób związanych z teatrem zaproszone są miejscowe wyższe sfery. Wszyscy bawią się beztrosko, plotkują, piją koktajle. Wielebny Stephen Babbington sięga po kieliszek, przełyka i... pada martwy. Lekarz orzeka atak serca. Kiedy jednak ponownie zdarza się podobny wypadek, Herkules Poirot zaczyna się zastanawiać.







Cierpię dziś chyba na śpiączkę afrykańską,  a wiadomo, że nic tak człowieka nie wybudza niż dobry kryminał. A kto opowiada najlepsze historie z morderstwem w tle? Oczywiście Agata Christie. Wybór padła na „Tragedię w trzech aktach”, książka przeleżała już swoje na pólce i wołała mnie czas jakiś litościwym głosikiem.  Nie słyszałam wcześniej żadnych opinii o tej książce, więc byłam wolna od uprzedzeń, nie miałam też ogromnych oczekiwań… chociaż, jak zwykle przy kryminałach Christie, poprzeczka była zawieszona nieco wyżej.

A jak się zaczyna? Wyjątkowo spokojnie, książką startuje na tarasie willi „Krucze Gniazdo”, widoki, jakie rysuje przed nami Autorka, nie skłaniają do rozmyślań o zbrodni. Każdy szanujący się mól książkowy pomyśli raczej o tym, jak cudownie byłoby tak się znaleźć i zażyć relaksu z książką. W tym to Kruczym Gnieździe zaplanowano kolację, ale! I tu dramat, gości ma być trzynastu, aby zapobiec pewnej tragedii(tym pewniejszej, iż wśród gości ma być Herkules Poirot, który to jest magnesem dramatycznych wydarzeń). Na szczęście gospodyni nie próżnuje, sama postanawia zasiąść do stołu, aby uchronić swego chlebodawcę przed kompromitacją. Jednak, na nic starania tej dzielnej matrony, trup i tak pada. Tylko, że jest to śmierć co najmniej dziwna, bo nikt nie ma  motywu i nikt nie miał sposobności do dokonania zbrodni. Czy to naprawdę może być zbrodnia idealna? Wszystko wskazuje na to, że tak. Ba! Nawet Herkules Poirot uznaje, że to nie mogło być otrucie. Czy słynny detektyw będzie umiał się przyznać do błędu?

Nie spodziewałam się, że uznam tą akurat książkę za jedną z lepszych, przez większą część, czytałam ją od niechcenia.  Jakoś nie mogłam się wciągnąć, jasne jak zwykle, snułam hipotezy, starałam się odgadnąć kto jest mordercą, ale jakoś tak bez zaangażowania. Może dlatego, że mało Herkulesa była. Gdy pojawia się słynny detektyw już na dobre akcja się rozkręca.
Chociaż, widać, że pierwotnie powieść była sztuką teatralną. Chociaż teraz pisana prozą, zachowuje cechy sztuki, mamy zachowaną jedność miejsc, w taki sposób iż czytelnik bez problemu może wyobrazić sobie scenografię na scenie.
Jest to jedna z tych powieści, której zakończenie sprawia iż szczęka przygniata nam stopy, nie ma opcji, że rozwiązanie jakie poda Poirot nie spowodowało u was głębokiego zdziwienia. Zaskoczenie, jest pełne.

Ciekawe czy kiedyś książki Christie przestaną mnie tak zaskakiwać…


Oryginalnie opublikowane na "Z pasją o dobrych książkach i nie tylko..."












poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Morderstwo w Boże Narodzenie"


Zaczął się grudzień, podobno na dniach ma spaść kilka milimetrów śniegu, w telewizyjnych reklamach coraz więcej Mikołajów się pojawia - znak, że coraz bliżej święta Bożego Narodzenia. A skoro już za trzy tygodnie w naszych domach pojawią się choinki i prezenty, zapachną pierniczki i makowce, a kolejne setki pechowych karpi dadzą głowę pod ... (tu wpisać odpowiednie narzędzie, jako, że sposobów pozbawiania życia  wigilijnej ryby jest wiele) to czas przyszedł także na świąteczną lekturę. 
W moim wypadku bardzo krwawą...

Do rodzinnego domu, na kilka świątecznych dni zjeżdżają się członkowie rodziny Lee. Przybywają na zaproszenie Simeona, seniora rodu. Starszy pan, mocno już schorowany, mieszka wraz z najstarszym synem Alfredem i jego żoną Lydią w ogromnej wiejskiej rezydencji i nie ruszając się ze swojego pokoju żelazną ręką rządzi swoimi potomkami, którzy, chociaż dawno dorośli, założyli rodziny i żyją z dala od ojca nie są w stanie wyrwać się spod jego presji. Na dzień przed świętami pojawiają się więc w Gorston Hall: 
- George Lee, miejscowy polityk i poseł do parlamentu wraz z żoną Magdaleną;
- malarz David Lee i jego żona Hilda;
- Harry Lee, rodzinna "czarna owca", który wiele lat temu zmuszony był uciekać za granicę;
- Pilar Estravados, jedyna wnuczka Simeona, na stałe mieszkająca w Hiszpanii.
Do rodzinnego grona dołącza jeszcze jeden niespodziewany gość - Stephen Farr, syn przyjaciela pana Lee, z czasów, kiedy przebywał w Afryce Południowej.
Szybko okazuje się, że nie będą to zbyt radosne święta - rodzeństwo nie przepada za sobą a ojciec stara się ich skłócić jeszcze bardziej, więc nic dziwnego, że atmosfera jest napięta i grozi wybuchem. Nikt jednak nie przypuszczał, że prawdziwe emocje zgotuje rodzinie wigilijny wieczór, kiedy po kolacji domem wstrząsnął potężny hałas, połączony z przeraźliwym krzykiem dobiegający z pokoju ojca. Kiedy udało się wreszcie sforsować zamknięte od środka drzwi oczom przerażonej rodziny ukazał się makabryczny widok - na środku pokoju, w kałuży krwi leżał zamordowany Simeon Lee.

Kto zabił starszego pana a potem nieudolnie próbował upozorować samobójstwo? Jakie tajemnice kryją w sobie najbliżsi zamordowanego? Czy inspektor Sugden, chociaż niewątpliwie bystry i logicznie myślący miejscowy stróż prawa da sobie sam radę z rozwiązaniem tej, zdawałoby się nierozwiązywalnej, sprawy? Na to ostatnie pytanie niestety nie otrzymamy odpowiedzi, gdyż w okolicy bawi przypadkiem słynny belgijski detektyw Hercules Poirot, który zgadza się pomóc w wytropieniu mordercy.

Kolejny kryminał Agathy Christie, który przeczytałam i kolejny, którego rozwiązanie zupełnie mnie zaskoczyło... Po raz kolejny niemal wszystkie osoby z otoczenia denata miały motyw, aby pomóc mu zejść z tego świata, po raz kolejny wszyscy mieli alibi, ale jak się później okazuje dosyć łatwo było je obalić, i po raz kolejny prawie wszyscy kłamią, lub zatajają część prawdy - ale od czegóż genialny umysł wielkiego Herculesa - wyłapuje wszelkie nieścisłości, z pojedynczych, zdawałoby się całkowicie nieistotnych wypowiedzi wyciąga genialne wnioski i spokojnie czeka na odpowiedni moment aby wyjawić zaskoczonej publiczności personalia mordercy.
Książka w pewien sposób przypomina "Morderstwo w Orient Expressie" (każdy mógł być zabójcą, brak możliwości udziału osób z zewnątrz, wzajemne dawanie sobie alibi) aczkolwiek fabuła jest oryginalna i pomysłowa. Od innych znanych mi powieści Królowej Kryminału odróżnia tę książkę jeszcze i to, że po raz pierwszy (a znam już trochę książek tej autorki) zbrodnia jest tak dosłowna i mało finezyjna - to nie był tajemniczy zgon z niewyjaśnionych przyczyn, coś co mogło uchodzić za nieszczęśliwy wypadek. Od początku wszystko jest jasne - ktoś poderżnął staruszkowi gardło i nie ma żadnych wątpliwości co do klasyfikacji czynu. Ale znalezienie sprawcy to już całkiem inna historia...

Serdecznie polecam lekturę "Morderstwa w Boże Narodzenie", chociaż może już po świętach. Bo, jak nie daj Boże, za bardzo się wczujecie w lekturę to różnie to może być z tymi świętami w rodzinnym gronie...

poniedziałek, 26 listopada 2012

"Świadek oskarżenia"


czyli Królowa Kryminału w wersji paranormalnej

Autor: Agatha Christie
Tytuł: Świadek oskarżenia
Liczba stron: 259

Świadek oskarżenia (The Hound of Death) to zbiór 12 opowiadań Agathy Christie z 1933 roku. Z opowiadaniami związany jest taki problem, że nie każdy je lubi, uważając za zbyt krótkie (z drugiej strony, czytając lektury szkolne wielu narzeka, że są one zbyt obszerne, chciałoby się krzyknąć: zdecydujcie się na coś! ;) ). Te zamieszczone w przeczytanym przeze mnie zbiorze, długie na pewno nie są - cała książka liczy sobie 259 stron, średnio na jedną historię przypadają, więc zaledwie 22 strony. Uważam, jednak, że są one naprawdę warte uwagi. 

Fanów Agathy Christie, którzy spędzili z jej utworami już wiele emocjonujących chwil, może zaskoczyć tematyka zamieszczonych w zbiorze opowiadań - większość z nich dotyka bowiem tematów paranormalnych (być może mam słabą pamięć, ale nie pamiętam żadnych innych dzieł Christie toczących się wokół historii nadprzyrodzonych) lub też tematów mieszczących się na pograniczu metafizyki i tajemnic ludzkiej psychiki. W kilku z nich możemy znaleźć podobne słowa: Zjawiska, które nazywamy nadnaturalnymi, mają w istocie charakter naturalny, ale my nie zgłębiliśmy jeszcze rządzących nimi praw...

źródło filmweb
Są takie sceny, słowa czy sytuacje z filmów lub książek, o których trudno zapomnieć, niosą one tak wielki ładunek emocji, są tak zaskakujące, że zostają w naszej pamięci na długo. Kilka takich intrygujących momentów można znaleźć w Świadku oskarżenia. Szczególnie godne uwagi jest tytułowe opowiadanie. Jego fabułę najlepiej oddaje określenie "dramat sądowy", które notabene jest jak najbardziej na miejscu, gdyż na jego podstawie powstała sztuka teatralna, a w roku 1957 również film (jedną z głównych ról zagrała w nim Marlene Dietrich). Poznajemy w nim adwokata, pana Mayherne, który bronić ma młodego człowieka, Leonarda Vole'a, oskarżonego o zamordowanie starej i majętnej kobiety, która uczyniła go swoim jedynym spadkobiercą. Sprawa wydaje się oczywista i z góry przegrana. Pan Mayherne jednak wierzy w niewinność swojego klienta... 

Innymi naprawdę godnymi uwagami opowiadaniami są również Radio, Lampa, Ostatni seans... Choć zaraz, chwileczkę, chyba prościej będzie wymienić tytuł jedynej historii, która zawodzi - Ogar śmierci. 
Wszystkie inne opowiadania gorąco polecam!


Mój ulubiony fragment z książki (z opowiadania Czerwony sygnał)

...jeśli człowiek cierpiący na urojenia nie mówi o nich głośno, to według wszelkiego prawdopodobieństwa nigdy nie odróżnimy go od ludzi normalnych. Niezwykła normalność osób nienormalnych to bardzo interesujący temat.

środa, 21 listopada 2012

"Godzina zero"

Postaci pisarki - Agathy Christie - nie trzeba miłośnikom literatury kryminalnej przedstawiać.  Napiszę jednak dwie ciekawostki, które zostały wydrukowane na okładce "Godziny zero". "Tylko Biblia i dzieła Szekspira osiągnęły większe nakłady niż jej książki. Napisała 78 powieści kryminalnych, 19 sztuk teatralnych i 6 książek podpisanych pseudonimem Mary Westmacott."

Co oznacza tytuł "Godzina zero"? Nadkomisarz Battle, który prowadzi śledztwo w niniejszej książce wyjaśnia, że jest to moment popełnienia morderstwa. Jednak - według niego - błędem jest, iż relacje dotyczące zabójstw lub książki zaczynają się w momencie ich popełnienia. "Morderstwo jest kulminacją rozmaitych okoliczności, które splatają się w określonym momencie i w określonym punkcie."

Autorka napisała "Godzinę zero" właśnie według tej zasady, czyli nie rozpoczęła książki od morderstwa. Najpierw zostały przedstawione sylwetki wszystkich bohaterów.
W szpitalnej atmosferze poznajemy historię nieudanej próby samobójczej Angusa MacWhirter'a, w którego chęć do życia próbuje tchnąć rudowłosa pielęgniarka. Mówi do pacjenta ważne słowa: "Gdzieś może wystarczyć sama pana obecność, nawet nie jakieś czyny, po prostu obecność w określonym miejscu i określonym czasie."
Kolejny podrozdział opisuje mordercę i jego planowanie zbrodni, jednak bez wskazania kto nim jest, zaś już w następnym podrozdziale czytelnik zaznajamia się ze sposobami działania nadkomisarza Battle. Tym razem występuje on jako ojciec i wyjaśnia sprawę kradzieży w internacie córki - Sylvii, do których dziewczyna się przyznała.
Pisarka przedstawia również młodego sportowca, Nevile'a Strange'a oraz jego piękną żonę Kay, którzy wiodą pozornie szczęśliwe życie, bez kłopotów i zmartwień. Poznajemy ich w momencie, gdy dyskutują na temat wyjazdu do Gull's Point, gdzie mieszka lady Camilli Tresilian, która wraz z nieżyjącym już mężem wychowała Nevile'a.
Również w domu pani Camilli przyjazd państwa Strange jest ważnym tematem dyskusji. Ponadsiedemdziesięcioletnia dama zastanawia się, wraz ze swoją daleką krewną - Mary Aldin, dlaczego w tym samym terminie co państwo Strange, odwiedzi ich również pierwsza żona Nevile'a - Audrey.
Udział w dramacie biorą również Ted Latimer, Thomas Royde oraz pan Treves, osoby nie mniej barwne i tajemnicze od pozostałych.

Jak będzie przebiegało spotkanie w gościnie u lady Tresilian? Czyja śmierć została misternie zaplanowana? Kto zabił? Odpowiedzi na te pytania czekają w "Godzinie zero".

wtorek, 6 listopada 2012

Herbatki u Agatki - Dyskusja o Orient Ekspresie

Garść pytań, zapraszam do dyskusji:).

1.W jakim stopniu na śledztwo wpływa sceneria?
2. Na czym, waszym zdaniem, polega metoda śledcza Poirota?
3. Przesłuchania - czy Poirot prowadzi je dla każdego w ten sam sposób?
4. Czy byliście w stanie powiedzieć po nich "kto zabił""?
5. Rozwiązanie - co sądzicie o tym, że sprawcy zostali uwolnieni od odpowiedzialności prawnej? Czy silny motyw i rola samozwańczej ławy przysięgłych zwalnia od odpowiedzialności?
6. Ulubiona postać w ksiażce. Czy w ogóle taka macie?
7. Orient Express na tle innych książek Agaty- czy faktycznie jest jedną z lepszych?
8. Wolne wnioski - czyli Wasze pytania:).

 Źródło grafiki- culturevulture.net


"Niespodziewany gość"

"Był zimny listopadowy wieczór..."
Tak zaczyna się ta niepozorna książka, dlaczego niepozorna? Bo jak dla mnie ma za mało stron, ale za to czyta się jednym tchem, szybko, całkiem za szybko!!!
Właściwie już sam początek zaskakuje...jest zbrodnia, jest morderczyni, czytamy tak jakby od końca, ale przecież u Christie nic nie jest oczywiste!!!
Zaczyna się banalnie, w noc listopadową mężczyzna wpada do rowu i idzie po pomoc do najbliższej posiadłości.
Tam zastaje zwłoki mężczyzny na wózku inwalidzkim, a obok młodą kobietę z bronią w ręku, Czy wszystko wiadomo?
Powoli poznajemy prawdę....choć niezupełnie , polecam

Niespodziewany gość - Christie Agatha

Zdjecie pochodzi  stąd

Właściwie to była sztuka teatralna napisana przez autorkę w 1923 r, na powieść przerobił ją Charles Osborne, polecam

sobota, 3 listopada 2012

"Śmierć w chmurach"



Ponadrabiam wpisy :D
Dla pasażerów samolotu lecącego z Paryża do Croydon zwykła podróż okazuje się koszmarem - w trakcie lotu popełniono bowiem morderstwo. Winny jest któryś z pasażerów. Ale kto? Żaden z nich, nawet Herkules Poirot, nie jest wolny od podejrzeń. Słynny detektyw musi rozwikłać tę zagadkę, chociażby po to, by oczyścić samego siebie.


 Moje zaaudiobookowanie trwa w najlepsze. Herkulesomania również. Wciąż morduję krzyżykowy portret Madame Jesiennej, jako że czasu tracić po prostu nie lubię słucham sobie audiobooków. Wprawdzie najwięcej przy wyszywaniu słuchałam książki „Rodzina Curie” ale akurat jakoś zaczęła mnie nudzić, więc poleciałam kilkoma filmami i wróciłam do audiobooka. Musiałam się w końcu dowiedzieć kto zabił.

Oczywiście lecę wciąż powieściami z Herkulesem Piorotem. Książka o której Wam opowiem jest niesamowicie Agatowata. Mamy zamkniętą przestrzeń, każdy z uczestników lotu mógł zabić, i mógł to zrobić TYLKO ktoś lecący na pokładzie.  Zabójca zdaje się być zbyt brawurowy, rzuca poważny cień podejrzenia na Herkulesa Poirota, podrzuca mu Corpus delicji i korzysta z ksenofobii członków ławy przysięgłych. Nie wie tylko, że to dodatkowo zmotywuje Herkulesa do odkrycia prawdy i zdemaskowania zuchwałego mordercy.

Książka trochę w stylu morderstwa w Orient Expressie. Ów słynny pociąg również zresztą był wspomniany w treści, ale bez zdradzania rozwiązania. Zamożna lichwiarka ginie w samolocie, według wstępnego przesłuchania, nikt jej nie znał, więc mamy samolot pełen ludzi którzy denatkę widzą pierwszy raz. Oczywiście przeciętnej inteligencji czytelnik zorientuje się, że to bujda. Czy jednak osoba która kłamie w tej sprawie okaże się zabójcą? To nie takie proste, sam Herkules Poirot będzie sądził, że dał się wpuścić w maliny. Tylko czy to możliwe?

Mogą Was nudzić moje ciagłe zachwyty Agatą Christie, nic na to nie poradzę, chyba nikt nie pisze tak doskonałych kryminałów, trzymających w napięciu i zaskakujących zakończeniem. W tej książce też mamy ogromny element zaskoczenia, wprawdzie kilka razy po głowie tłukła mi się myśl, że to właśnie ta osoba, ale nie umiałam powiązać faktów i podążyć dokładnie ścieżką Herkulesa Poirota. To chyba niewykonalne. A gdy mi się uda zrobić coś takiego… to chyba będę musiała porzucić tą autorkę.

Niesamowite połączenie stylu, te książki tchną spokojem, chociaż aura tajemnicy wokół sprawcy podnosi adrenalinę. Autorka w niesamowicie subtelny sposób tka intrygę nie mamy wrażenia przekombinowania, wymuszonego rozwiązania. Tylko wszystko jest takie naturalne. Gdy Herkules zaczyna mowić,  jakby wszystkie elementy wskakiwały na swoje miejsce.

środa, 24 października 2012

Spotkanie w Bagdadzie


Główną bohaterką książki jest Victoria Jones, niewykwalifikowana stenotypistka. W głowie ma marzenia o podróżach  i przygodach. Pewnego dnia zostaje wyrzucona z pracy, ale za to spotyka bardzo przystojnego Edwarda. Wydaje się, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Niestety los sprawia, że muszą się pożegnać być może na bardzo długo. Victoria postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i kosztem wszystkiego wyrusza do Bagdadu.
Tymczasem Brytyjski agent wpada na trop tajemniczej organizacji międzynarodowej, która chce stworzyć tzw. Nowy Świat wywołując tym wojnę na skalę światową. Zdobyte dowody działalności organizacji agent ukrywa w różnych miejscach. Jednak nie długo potem wpada w pułapkę i zostaje zabity. Dlatego wskazówki do całego dowodu przekazane są przypadkowym osobom.
I w ten oto sposób Victoria trafia w sam środek dochodzenia. Ryzykuje życiem, by pomóc w likwidacji tajnego ugrupowania. Tym samym odegra też główną rolę  w aferze politycznej i kryminalnej.
Myślałam, że to będzie nudna książka z uwagi  na wstępne rozdziały przedstawiające multum osób powiązanych z tą sprawą. Ale za to Victoria swoim charakterem i postawą w sytuacjach w jakich się znajdowała, wzbudzała nie lada zainteresowanie. Całą swoją osobą pobudzała czytelnika do dalszego zgłębienia lektury.
Książka ogólnie mi się podobała. Zawiera ciekawe opisy Bagdadu i okolic, a najbardziej zwraca uwagę na znany nam doskonale temat tworzenia Nowego Świata przez wyznawców-fanatyków, którzy są w stanie poświęcić życie nie tyle swoje, co wielu niewinnych ludzi by osiągnąć cel.

sobota, 13 października 2012

"I nie było już nikogo"


Lubię kryminały w pełnym tego słowa znaczeniu. Lubię, gdy są takie klasyczne, dopieszczone w każdym calu. Gdy nic nie odstaje, nic nie uwiera, a wszystkie trybiki pasują do siebie idealnie. Co więcej, po połączeniu tworzą zaskakującą całość. Dzisiaj opowiem Wam, o takim kryminale. Albo dokładniej, opowiem Wam o kryminale wręcz idealnym: wciągającym i nie puszczającym do końca, przemyślanym w każdym calu i praktycznie nie do rozwiązania.


Ośmiu, wydawać by się mogło, że przypadkowo dobranych ludzi dostaje zaproszenie na tajemniczą Wyspę Żołnierzyków. Gdy przybywają, okazuje się, że gospodarzom coś ważnego wypadło i pojawią się dopiero jutro. Dlatego nasi bohaterowie muszą zaczekać. Towarzyszy im dwoje służących. Wieczorem, przy kolacji, gdy wszyscy zajęci są rozmową, w domu rozbrzmiewa Głos, który zarzuca każdemu z obecnych popełnienie morderstwa. Jak się potem okazuje, to nie nadprzyrodzone siły, a jedynie informacja nagrana na płycie. Jednak goście nie mogą już spać spokojnie. Sumienie ich rusza, a najgorsze dopiero przed nimi. Pierwszy ginie młody chłopak. Wszystko zgadza się ze starą rymowanką…

Zaintrygowani? Mam nadzieję. A to dopiero początek. Czeka nas dużo wrażeń, jednak nie wybiegajmy w przyszłość. Zacznijmy od samych bohaterów. Tych mamy pełną paletę. Od starej, nobliwej i bardzo zamożnej panny przez lekarza po biedną sekretarkę. Pechowi goście Wyspy Żołnierzyków. Każdy z nich różniący się od siebie, reprezentujący całkowicie inny stan, to nie jest już tylko ta popularna medium class, tutaj mamy cały arsenał, przedstawicieli praktycznie wszystkich warstw społecznych współczesnej autorce Anglii. Dzięki temu, książka nie dość, że wydaje się bardziej realistyczna, to jeszcze tchnie w niej ten spokojny, a jednocześnie pełen napięcia klimat. „Czuć” minioną angielską epokę.

Jednak na nic zachwyty nad klimatem, bohaterami, gdyby nie intryga. Z morderstw z jakimi zapoznała mnie królowa Kryminału, które podobnież wymyślała zmywając naczynia, to jest najbardziej zaplątane, najbardziej przemyślane. Zapewne, podczas wymyślania musiała zmywać kruche filiżanki po wielu Anglikach.
Jednym słowem – intryga jest tak misternie upleciona, że przeciętny zjadacz chleba nawet nie musi się wysilać, i tak nie ma szans na rozwiązanie. Potem nadchodzi koniec i rozwiązanie zagadki. Jest… szokujące. Powaliło mnie (że się niezbyt kulturalnie wyrażę) i zaczęłam współczuć tym ludziom ze Scotland Yardu, którzy będą musieli się tym zająć…

Zastanawianie się, co mogłabym tej książce zarzucić nie wyszło na dobre, bo uwielbiam I nie było już nikogo. Posiada ona tę niepodrabialną cechę angielskich kryminałów (czego próżno szukać u Skandynawów czy Niemców), czyli taki wyniosły spokój. Chociaż ludzie są zabijani, to tutaj nawet krew leje się dystyngowanie. Nie ma też strasznych korków, większość przybyła pociągiem. Nic, tylko rozłożyć stolik, założyć kapelusik, zaparzyć herbatkę i zanurzyć się w różnych ploteczkach.

Można mówić wiele. Że Christie niekiedy się wręcz powtarza, że nie da się jej czytać cały czas, bo można się wynudzić. Jednak po takim kryminale wszelkie zarzuty idą w kąt i to ona jest jedyną Królową. I niech tak zostanie.

środa, 10 października 2012

"Czarna kawa"

Sir Claud Amory, światowej sławy naukowiec, opracowuje wzór na nowy, śmiercionośny materiał wybuchowy. Przekonany, że ktoś z domowników próbuje wykraść ten wzór, wzywa na pomoc Herkulesa Poirota. Niestety, słynny detektyw przybywa za późno: koperta ze wzorem ginie, a sir Claud zostaje otruty... Jedną z podejrzanych jest synowa zmarłego, młoda i piękna Lucia, z pochodzenia Włoszka. Czy ona okaże się drugą Lukrecją Borgią?


 W ubiegłym tygodniu wysłuchałam kolejnego audiobooka do haftowania. Tym razem była to „Czarna kawa” sztuka napisana przez Agatę Christię, przerobiona na powieść. Audiobook zaskakująco szybko się skończył, zwykle książki Agaty nie są długie, ale ta starczyła na jedno popołudnie.
To kolejna opowieść z Herkulesem Piorotem, tym razem nieco nietypowo, bowiem słynny detektyw zostaje wezwany przed morderstwem, nie zostaje wezwany dlatego że ktoś dybie na życie zleceniodawcy. Zleceniodawca Claud Amory jest znanym naukowcem, który dokonał istotnego odkrycia, niestety obawia się, że ktoś z domowników chce wykraść wzór, który w niepowołanych rękach może zmienić losy historii, dlatego wzywa Belga. Niestety ułamki sekund przed przybyciem Jajogłowca Amory pada martwy. Okoliczności w których popełniono morderstwo znacząco zawężają krąg podejrzanych. To idealna okazja dla czytelnika aby zabawić się w detektywa. Jako że pierwotnie książka była sztuką, oznacza to, że mamy podsunięte, bardzo namacalnie, wyraźnie obrazy, jakby stop-klatki z filmu. Widzimy wszystko przed oczami duszy swojej.

Powiem Wam szczerze, ze książka jest dosyć bezbarwna, autorka Nas sprytnie zwodzi, ale czyni to zbyt jawnie co każe nam oczywiście odrzucać tak oczywisty ślad. Opowieść jakich wiele. Moim zdaniem nie pozostanie długo w mej pamięci, bo już po tygodniu niewiele pamiętam. Oczywiści słuchało się dobrze, Agata Christie mimo wszystko zawsze trzyma pewien poziom, ale naprawdę tym razem bez rewelacji.

Jest to zaiste bardzo lakoniczna opinia, ale książka ze względu na objętość, formę nie daje pola do szerszej wypowiedzi.
Nie wycofuję się naturalnie z planu poznania wszystkich opowieści z Herkulesem Poirotem

sobota, 6 października 2012

Pajęczyna










Bardzo długo nie mogłam się przekonać do audiobooków, sądziłam, że będzie mnie drażniło, jak jakiś dziwny głos nie wiadomo skąd będzie mi ględził nad uchem. No ale w końcu nadszedł ten zły okres, że czasu na czytanie jakby mniej, bo tu człowiek chciałby powyszywać, albo po prostu poleżeć z bolącymi oczami w ciemności. Sięgnęłam więc po audiobooka, do którego zresztą robiłam dwa podejścia, bo za pierwszym jakoś dziwnie mi było. Ale, że trzeba być twardym zrobiłam drugie podejście i już nie odpuściłam do samego końca książki. Na ten pierwszy raz świadomie wybrałam tytuł A. Christie, bo wiedziałam, że to mnie wciągnie.

"Pajęczyna" to książka, która początkowo książką wcale nie była. To sztuka teatralna napisana przez Christie, przerobiona na powieść w 1998 roku przez Charlesa Osborne'a - pana, który zaadaptował na powieść również "Czarną kawę" i "Niespodziewanego gościa". Akcja toczy się w wiejskiej posiadłości Klarysy Heilsham - Brown i jej męża Henry'ego Brown w czasie, kiedy przebywa u nich z wizytą grupka przyjaciół. Pewnej nocy Henry, pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ma przywieźć do domu superważnego gościa w supertajnej sprawie. Niefortunnie się zdarza, że tuż po jego wyjeździe Klarysa potyka się o trupa i to nie byle jakiego, bo obecnego męża poprzedniej żony Henry'ego. Klarysa w przekonaniu, że zabiła go jej pasierbica postanawia, że ciała trzeba się pozbyć, w czym mają jej pomóc przyjaciele.

Cała akcja toczy się wokół tej sprawy, w ciągu jednej nocy i właściwie w jednym pomieszczeniu, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę, że pierwotnie była to sztuka teatralna. Książka jest krótka, wersja papierowa ma 145 stron, audiobook trwał około 4 godzin z tego co pamiętam, a więc idealnie aby zająć leniwy wieczór. Fabuła jest troszkę nietypowa jak na Christie, ale równie wciągająca jak jej pozostałe książki. I równie zaskakująca.

wtorek, 2 października 2012

"Kot wśród gołębi"

W pawilonie sportowym ekskluzywnej szkoły dla dziewcząt zostaje zamordowana nauczycielka gimnastyki. Wkrótce potem w tym samym miejscu ginie następna osoba. Ktoś najwyraźniej szuka czegoś w szafkach ze sprzętem sportowym. Sprawą zajmuje się wywiad wojskowy, podejrzewa się bowiem, że tym czymś, czego poszukuje zbrodniarz, są klejnoty szejka pewnego islamskiego państwa, który zginął w podejrzanych okolicznościach. A jego kuzynka i niedoszła małżonka jest uczennicą szkoły w Meadowbank... Klejnoty odnajduje czternastoletnia Julia i bardzo rozsądnie zwraca się o pomoc do Herkulesa Poirota. Tymczasem pada następny trup, a księżniczka Shaista zostaje porwana...


Dziś opowiem Wam o kolejnej książce Christie, którą słuchałam kończąc jedną robótkę i zaczynając kolejną. Już widzę, ze moja aktualna będzie BARDZO pracochłonna i wielu książek zdążę wysłuchać.

Przedostatnio słuchałam książki pod tytułem „Kot wsród gołębi”. Jak widzicie nadal lecę listą książek z Herkulesem Poirotem w roli głównej. Dobrze mi idzie, zabawa jest przednia. Chociaż przy tej książce zaczynałam się obawiać czy ktoś się nie „walnął” przy wpisywaniu tego tytułu na listę książek z Belgiem w roli głównej. A to dlatego, że zanim pojawi się Jajogłowiec, czas mija, mija i nikt nie myśli o wzywaniu zadufanego w sobie detektywa.  Inna sprawa, że nim padnie trup też mija sporo czasu, czy ten czas się dłuży? Nie! Słuchałam z zainteresowaniem leniwie snutej opowieści,  bo cała opowieść jest taka niespieszna, mimo emocji, wątpliwości, nie wyczuwa się tej szybkiej akcji, która czytelnikowi przyspiesza oddech. Dla niektórych to pewnie będzie wada. Dla mnie to akurat zaleta, że nie dostaję zapalenia zojdek od samego czytania, tylko mogę się rozkoszować lekturą i próbować odgadnąć kto właściwie zabił.
Akcja powieści zaczyna się w fikcyjnym kraju w którym panują nastroje rewolucyjne. Szejk postanawia ujść z tego kraju, aby ratować swoje życie, ma zamiar uciec samolotem ze swoim przyjacielem i pilotem, przed lotem daje mu klejnoty, majątek rodzinny, aby ten go gdzieś ukrył, w razie lotniczej katastrofy której się obawia nie chce by klejnoty znajdowały się przy nich. Pilot idzie do pokoju hotelowego swojej siostry, mam zamiar powierzyć jej drogocenne kamienie, ale jej nie zastaje. Wie że jest śledzony, wie że po wyjściu z pokoju siostry, pomieszczenie zostanie dokładnie przeszukane. Ma niewiele czasu na myślenie, rewolucja to może kwestia dni, a może godzin…
Okazało się, ze rewolucja była kwestią chwil, szejk wraz z pilotem giną w katastrofie samolotu, tuż po wybuchu rewolucji. Kraj ogarnia chaos.
Tymczasem w Anglii w prestiżowej szkole Meadowbank rozpoczyna się trymestr, nowe nauczycielki, nowe uczennice. Sama śmietanka i błękitna krew. Jedno niepokojące zdarzenie może zwiastować problemy, ale czy ktoś by się spodziewał, że w niedługim czasie w pawilonie sportowym zostaną znalezione zwłoki nauczycielki gimnastyki? Co się stało tej nocy, dlaczego pawilon sportowy?
Mówi się,  że w swoich powieściach Agata Christie podaje czytelnikowi wszystkie e informacje potrzebne do rozwiązania zagadki. To jest jedna z tych książek w której moim zdaniem(poprawcie mnie jeśli się mylę) nie ma szans na wskazanie sprawcy, nie chodzi mi o pewne zawiłości, ale czytelnik po prostu nie ma dostępu do wszystkich przesłanek, na podstawie których Herkules Poirot znajduje sprawcę. To że morderstwo ma związek z klejnotami jest proste, ba! Nawet miejsce ukrycia kamieni jest do odkrycia, w sumie wpadłam na to dużo wcześniej, ale to tak banalne, że nie przynosi mi to zaszczytu. Ale zgadnąć kto zabił? Zwłaszcza, że trup nauczycielki gimnastyki nie będzie jedynym…..
To nie takie proste.

Podejmujecie wyzwanie? ; )

czwartek, 27 września 2012

"Słonie mają dobrą pamięć"

Oboje znaleziono nad urwiskiem, zastrzelonych. Policja nie mogła stwierdzić, czy to żona zabiła męża, a potem siebie, czy też mąż zastrzelił najpierw żonę, a siebie potem. zbadano kule i tak dalej, sama pani wie, ale sprawa okazała się bardzo trudna. Policja uważała, że było to podwójne samobójstwo.






Ta książka jest jedną z ostatnich z Herkulesem Piorotem, miałam już kilka  mniej entuzjastycznych przygód z powieściami z tego okresu, więc nie ukrywam, że podeszłam sceptycznie. Tyle że haftowałam, a wtedy i tak nie czytam, bo mam tylko dwie ręce i dwie gałki oczowe. Więc pomyślałam – wszystko jedno. Niespodziewanie szybko się w opowieść wciągnęłam, wprawdzie wstęp jest przydługi, chociaż w porównaniu z obecnie słuchanym „Kotem wśród gołębi” to pikuś.

Na samym początku poznajemy panią Olivier, która jest autorką popularnych kryminałów, wiekowa matrona, miewa problemy z pamięcią. Wybiera się na spotkanie literackie i tam dopada ją pewien ekspansywny babsztyl, który zaczyna zadawać jej niedyskretne pytania. Zaczyna się od pytania o chrzestną córkę pisarki. Bez zbytnich wstępów nowopoznana wścibska baba zaczyna pytać o tragiczna historię rodziców Celii(chrzestnej córki), których wiele lat temu znaleziono zastrzelonych, policja uznała, że było to podwójne samobójstwo, ale to wyjaśnienie nie wystarcza tej „milutkiej” Pani Olivier wytrącona z równowagi tą rozmową czym prędzej ewakuuje się z tego przyjęcia i jedzie odwiedzić swego przyjaciela, Herkulesa Poirot. Rozmawiając z nim, od słowa, do słowa układają wstępny plan rozwiązania zbrodni sprzed ponad dekady. Ale przecież wiemy, że to nie pierwszyzna dla jajogłowego Belga.
Uwaga!! W powieści znajdują się delikatne spojlery do innych książek Christie z udziałem zadufanego detektywa, do „Pięciu małych świnek” i z tego co pamiętam „Wigilii Wszystkich Świętych”. Być może o czymś zapomniałam.

Historia jest naprawdę ciekawa, w pewnym momencie człowiek ma wrażenie, że jak odpuści sobie tą historię przed poznaniem rozwiązania to się udusi. Z Mamą dyskutowałyśmy, spekulowałyśmy, chociaż jeśli mam być szczera w pewnym momencie, fakt że dopiero pod koniec, rozwiązanie jest do odgadnięcia. Niemniej jednak scena w którym Herkules podaje swoje rozwiązanie i pokazuje po jakich ścieżkach dedukcji chodził, warta jest czekania. Jak zwykle.

Agaty Christie przecież nie trzeba polecać.

Nie pamiętam kto czytał tego audiobooka, jest On dosyć stary, wyprodukowany przez Związek Niewidomych, ale naprawdę świetnie zrobiony, lektor stara się oddać charakter rozmówców, atmosferę powieści. Naprawdę polecam!

poniedziałek, 24 września 2012

Minął rok - podsumowanie i plany

Pewnie nie ja powinnam pisać to podsumowanie, gdyż na bloga zajrzałam przez ten rok najwyżej kilka razy, zrzucając na Viv nawet porządkowanie etykiet.

Napiszę, jak wyglądało to z mojej perspektywy. Udało mi się zrealizować plan czytelniczy, natomiast jeśli chodzi o przygotowanie dyskusji, okazało się w praniu, że moja znajomość dzieł Agaty jest już mocno zwietrzała i wymagałaby odświeżenia przynajmniej niektórych tekstów. Na to jednak zabrakło mi już czasu i motywacji.
Dlatego też dział Herbatki u Agatki zieje w tej chwili przeraźliwą pustką.

Nie zawiodły za to uczestniczki.
Na prawej bocznej szpalcie znajdziecie listę tekstów opublikowanych przez poszczególne wyzwaniowiczki. Na szczególne wyróżnienie zasługują Nutta (9 tekstów), Anek7 i Kasiek (po 7), Cat Rock (6) oraz Jolajka (5).

A propozycje na kolejny rok są następujące:
1) Kontynuacja wyzwania: pojawiło się ostatnio kilka blogerek z wielkimi planami czytelniczymi, zawieszanie projektu w tym momencie byłoby zatem sztuczne.
2) Klub dyskusyjny na temat wybranej lektury: nie jest jasne, czy w przypadku klubu dyskusyjnego lepiej sprawdza się demokracja czy dyktatura, w każdym razie na początek proponuję
MORDERSTWO W ORIENT EKSPRESIE
jako lekturę na początek listopada.
Dlaczego właśnie tę książkę? Poza tym, że uważana jest za jedną z lepszych dzieł Agaty Christie, przeczytało ją już sporo uczestniczek wyzwania, stąd też, nawet gdyby się tym razem nikomu nie udało, powinni się znaleźć chętni do dyskusji. Poza tym- gdyby tak kolejną lekturę poświęcić pannie Marple, to już byłby jakiś przyczynek do dyskusji na temat dwojga detektywów:).
3) Jeśli ktoś ma pomysł na rozwój bloga i chciałby się przyłączyć do grona administratorów, zapraszam do kontaktu mailowego. A jeśli ktoś ma tylko propozycje, zapraszam do zostawiania komentarzy:).
4) Zapraszam też do zgłaszania swoich tematów do dyskusji. Macie uprawnienia do tworzenia postów, możecie je wykorzystać także w tym celu.



P.S. W tekście używam uparcie form żeńskich, ale nie oznacza to oczywiście, że projekt skierowany jest wyłącznie do pań. Zdaje się, że nawet zgłosił się jeden miłośnik Miss Marple, ale na razie milczy jak grób.



wtorek, 18 września 2012

First things first

„Tajemnicza historia w Styles” to pierwszy kryminał Agathy, który ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1920 roku. Zawiedzie się ten, kto liczył, że pierwsza książka będzie rozbiegówką do dalszej twórczości, jak to czasem bywa, że pojawią się błędy, poszukiwania właściwej drogi.Nic z tego. W tym kryminale są już cechy charakteryzujące twórczość dla autorki, czyli:
- zbrodnia popełniona w kameralnym gronie, wykluczająca sprawcę spoza ścisłego – niewielkiego grona bohaterów. Tym razem są cztery kobiety i czterech mężczyzn, plus narrator, którym jest (uwaga) Hastings :)
- doskonale kreowany nastrój;
- przekazywanie mnóstwa spostrzeżeń, które najczęściej wywodzą czytelnika na manowce, ale na końcu wyjaśnia je genialny detektyw. I co tu dużo mówić, tu znowu strzał z grubej rury, bo w pierwszej powieści Christie od razu pojawia się cudowny mały Belg:
 – Herkules Poirot, jeden z jej najbardziej znanych bohaterów.
Akcja zaczyna się, podobnie jak „Straszny dwór” Moniuszki, od powrotu bohatera z wojny, chęci odpoczynku, zagrzebania się w codziennych czynnościach, odnalezienia spokoju w rutynie. Analogia nie ciągnie się zbyt długo, właściwie możemy przyznać, że tu się kończy. Hastings, bo o niego chodzi, trafia na swojego znajomego, który zaprasza go do rodzinnej posiadłości na wieś. Znajomy rekomenduje ją jako miejsce nudne, w którym brakuje rozrywek, ale Hastingsowi po trudach wojny wydaje się ono idealne.
Prawda zresztą jest nieco inna niż przedstawiał ją John Cavendish – w Styles na pewno nie jest nudno i raczej mało sielankowo. Emocje pod powłoką tradycyjnej angielskiej grzeczności kipią, bo jest tu dwóch braci pokrzywdzonych przez ojca przy spadku na rzecz macochy, z którą zresztą mimo osiągnięcia dorosłości wciąż mieszkają, jest młodszy mąż macochy, który pochlebstwami wkradł się w jej łaski i jedynie ona nie dostrzega, że to łowca posagów, jest małżeństwo z rozsądku, w którym posądzenia o romanse rodzą żale i frustracje, jest także niespełniona miłość. Dość szybko pojawia się też trucizna i zbrodnia, tyle że odkrycie mordercy wcale nie jest łatwe, bo jest też kilku lekarzy, dwie pielęgniarki i aptekarka, z których każde mogło mieć motyw i każde miało możliwość popełnienia zbrodni.
Po raz pierwszy czytałam „Tajemniczą historię w Styles” i dzięki niej sporo mi się w głowie rozjaśniło. Poznałam częściowo historię Hastingsa, ale przede wszystkim Herculesa. Dowiedziałam się skąd wziął się w Anglii, jaka była jego sytuacja i czym zajmował się wcześniej. Tradycyjnie też historia była jak wielkie puzzle i muszę przyznać, że tym razem byłam wodzona za nos i całkowicie wyprowadzona w pole. Gdyby nie mały Belg nie znalazłabym rozwiązania.
Recenzję tą umieściłam również na moim blogu.

Tytuł: Tajemnicza historia w Styles
Tytuł oryginalny: Mysterious Affair at Styles
Autor: Agatha Christie
Tłumaczenie: Tadeusz Jan Dehnel
Oprawa: miękka
Stron: 208
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2009

sobota, 15 września 2012

Agatha Christie "Śmiertelna klątwa"

Kiedy przeczytałam w Empiku tytuł tej książki "Śmiertelna klątwa" spodziewałam się historii, w której nad kimś będzie ona ciążyć. Jednak dopiero w domu doczytałam podtytuł "... i inne opowiadania". Nie chciałam kupić kilku krótkich opowiastek, lecz jeden porządny kryminał. No cóż, życie chciało inaczej. I nie żałuję zakupu, choć znam lepsze pozycje Agathy Christie.
Jest to zbiór ośmiu krótkich historyjek, które w większości wyjaśnia panna Marple. Wykazuje się ona doskonałą znajomością natury ludzkiej i dzięki temu rozwiązuje niewyjaśnione sprawy wcześniej niż policja.
Ciężko jest napisać porządną recenzję z tak krótkich form, ponieważ zbyt wiele musiałabym zdradzić, a nie chcę psuć czytania innym. Napiszę może zatem, które opowiadania spodobały mi się najbardziej.
"Azyl" to historia o śmierci więziennego zbiega na stopniach ołtarza. Mężczyzna umierając szepcze do żony pastora słowa, które początkowo rozumie ona opatrznie. Jednak gdy sprawa się wyjaśnia, okazuje się, że mężczyzna chciał po prostu zadbać o kogoś, ale nie wygrał ze złymi ludźmi.
"Mroczne odbicie" opowiada o mężczyźnie, który miał wizję. Widział w lustrze morderstwo poprzez uduszenie. Ratuje życie tej kobiety opowiadając jej to, co zobaczył. Historia ta pokazuje, że nie zawsze to co lewe okazuje się lewym być w rzeczywistości. Może to tylko odbicie lustrzane?
Książka idealnie nadaje się na czytanie podczas drogi do pracy. Bez stresu można pracować, nie myśląc o zakończeniu dłuższej formy pisarskiej.

wtorek, 11 września 2012

Niemy świadek

Mam książkę, po przeczytaniu której poczułam się, jakby ktoś ze mnie zakpił, wystrychnął na dudka, jakby cały czas podczas czytania siedział za moim fotelem jakiś wredny troll i się bezczelnie ze mnie naśmiewał. No bo jak to może być tak, że na morderców typuję prawie wszystkich po kolei, już już wybrałam swojego faworyta i gratuluję sobie sprytu i przenikliwości, a tu nagle kubeł zimnej wody, bo sprawcą jest ta jedna jedyna osoba, którą całkowicie wykluczyłam z grona podejrzanych. No, ja się pytam, jak to możliwe? ;)
Dostajemy taką oto historię: umiera stara Emilia Arnudell, wszelkie znaki wskazują, że na skutek choroby. Jednak jakiś czas przed śmiercią napisała ona list do Herkulesa Poirot, który postanawia na jakiś czas opuścić Londyn i udać się do Market Basing. I Poirot, jak to Poirot - mały człowieczek ze śmiesznymi wąsami i obcym akcentem, metodyczny, skrupulatny - rozwiąże każdą zagadkę, choćby zleconą przez zmarłego (tak btw jest jakaś sprawa, której nie podołał?)
Jak już pisałam nie udało się mi zgadnąć, kto chciał się pozbyć ciotki Emilii. Zresztą u Christie bardzo, ale to naprawdę bardzo rzadko udaje mi się to. Ale przecież nie o złapania króliczka chodzi, a o tropienie go i dobrą zabawę, prawda? A ta książka gwarantuje dobrze spędzony czas, absolutnie nie żałuję, że ją przeczytałam. Podejrzewam nawet, że jeszcze kiedyś do niej wrócę, już na spokojnie, bez zerkania ile to jeszcze kartek mi pozostało do tej, na której jest rozwiązanie. Niedawno czytałam "Morderstwo w Orient Expressie", którym byłam zachwycona, myślę, że "Niemy świadek" trzyma podobny poziom. Może nie jest tak fenomenalny, ale plasuje się na pewno w mojej osobistej czołówce książek Agaty. No i nie pozostaje mi już nic więcej, jak zachęcić do czytania tej książki, a więc - czytajcie ;)

poniedziałek, 10 września 2012

Autobiografia

Czytając biografię jakiegoś twórcy szukam w niej czegoś co stało się inspiracją do tworzenia przez nich takich a nie innych dzieł. Tak było również w czasie lektury "Autobiografii" znakomitej brytyjskiej pisarki, niekwestionowanej Królowej Kryminału czyli Agathy Christie. Ciekawa byłam co ją skłoniło do pisania o różnej maści morderstwach - nawet dzisiaj większość autorów tego typu literatury to mężczyźni, a co dopiero w latach międzywojennych, kiedy pisarka debiutowała. 

Mała Agatha Miller była najmłodszym dzieckiem w rodzinie, miała brata i siostrę sporo od siebie starszych, mieszkała w dużym domu z ogrodem w Torquay, w hrabstwie Devon. Szczęśliwe dzieciństwo przerwała przedwczesna śmierć ojca, jednak matka zadbała o staranne wychowanie i wykształcenie córki, oczywiście zgodnie z wiktoriańskimi standardami. W czasie I wojny światowej pracowała przez pewien czas jako technik farmacji, zetknęła się wtedy z rozmaitymi truciznami - zdobytą wtedy wiedzę wykorzystała w swojej późniejszej pracy literackiej. W czasie wojny wyszła też po raz pierwszy za mąż za lotnika, Archibalda Christiego - małżeństwo przetrwało 14 lat i zakończyło sie rozwodem w 1928 roku. Dwa lata później pisarka zawarła drugie małżeństwo z archeologiem Maxem Mallowanem - ten związek okazał się bardziej udany i trwał do śmierci pisarki w 1976 roku.

Jeśli wierzyć wspomnieniom lady Agathy to jej kariera rozpoczęła sie przez przypadek - założyła się z siostrą, że napisze i opublikuje powieść kryminalną. Tekst powstał dosyć szybko, trochę dłużej trwało znalezienie wydawcy, ale w końcu książka "Tajemnicza historia w Styles" ujrzała światło dzienne, okazała sie sukcesem, a jej bohater, belgijski detektyw Hercules Poirot przebojem zdobył sobie miejsce wśród najbardziej rozpoznawalnych bohaterów literackich. 

Z autobiografiami najczęściej jest tak, że autor pisze o tym co według niego jest najważniejsze, niektóre fakty tylko sygnalizuje, a o części spraw nawet nie wspomina. Agatha Christie nie jest tu wyjątkiem - bardzo dużo pisze o swoim dzieciństwie, szczegółowo omawia kłopoty z nianiami swojej córki Rozalind, ekscytuje się sukcesami naukowymi swojego drugiego męża - natomiast nawet jednym słowem nie wspomina o swoim tajemniczym zniknięciu, które miało miejsce w 1926 roku. A to tylko jeden przykład wybiórczego potraktowania własnej historii.
Ale z drugiej strony trzeba przyznać autorce, że stworzyła bardo ciekawą i wciągającą książkę.Ukazała w niej swoje ogromne poczucie humoru, dystans do własnej osoby a także podzieliła się swoimi marzeniami, planami, przemyśleniami o ludziach i życiu. Wyłania się z tej książki obraz niezwykle ciepłej, rodzinnej, nieco nieśmiałej kobiety, matki, żony, gospodyni domowej, która przy okazji jest jeszcze pisarką.

To jedna z tych książek, które na początku przerażają swoimi gabarytami ale kiedy już zacznie się ją czytać to nie wiadomo kiedy lektura się kończy:)
Zdecydowanie polecam.

niedziela, 9 września 2012

"Samotny dom"


Kryzys recenzjowy chwilowo zażegnany. Gdy jedna książka spędza mi sen z oczu przez kilka dni. Gdy recenzje nie ukazują się na blogu regularnie, wiem że jest na to prosta recepta, kryminał Agaty Ch. Znacie taką? Ponieważ półka powoli zaczyna się uginać pod ciężarem powieści z udziałem pewnego jajogłowego, niesamowicie  zadufanego w sobie, pedantycznego, ale diabelnie inteligentnego detektywa, uznałam, że zasłużyłam na dreszczyk emocji, że moje zwoje mózgowe mogłyby zapracować na codzienną paszę, wysilić się i odgadnąć kto zabił. O ile „Zagadka Błękitnego Ekspresu” lekko mnie znudziła, tak „Samotny dom” no proszę Państwa… emocje sięgną zenitu. Jedna z bardziej zaskakujących książek Autorki.

Herkules Poirot odpoczywa w Kornwalii ze swym przyjacielem Hastingsem, niestety – kolejny raz nie dane będzie słynnemu detektywowi delektowanie się pięknymi landszaftami i konwersacjami z przyjacielem, bowiem ktoś na oczach detektywistycznej sławy wszechczasów próbuje zabić młodą panienkę – i to nie pierwszy raz! Czy Herkules Poirot pozwoli, żeby jakiś złoczyńca grał mu na nosie? Na pewno nie! Zwłaszcza, że to nie jest pierwszy zamach na życie panny Nick. Mimo zaangażowania Herkulesa zamachowiec nie ustaje w swych próbach i wszystko wskazuje na to, że będziemy świadkami pierwszej porażki detektywa o wąsach w postaci wiechcia pod nosem.

Zapewniam Was jest to jeden z lepszych kryminałów Autorki, jeśli chodzi o zwrot akcji mogę porównać go do takich sław jak „Morderstwo w OE” i „Zabójstwo Rogera Acroyda”. Wczoraj wieczorem zaczęłam czytać, z sąsiednich komnat napływał jazgot TV i Mam talentu, ale błyskawicznie przestały docierać do mnie inne bodźce, bo książka wciąga niemalże od pierwszej strony, ciągle było tylko „Jeszcze jeden rozdział, jeszcze strona” i tak w końcu siłą rozsądku zmusiłam się do odłożenia książki….

Rano, tzn w okolicach południa zaczęłam czytać znów i  z każdym zdaniem coraz bardziej rozpływałam się nad kunsztem Christie… mam nadzieję że życia i pieniędzy mi starczy na przeczytanie wszystkiego co zostało przetłumaczone na mój rodzimy język.

Polecam szczerze, wszystkim… bez względu na wiek, na pogodę, porę roku, strefę czasową czy przekonania polityczne!


wtorek, 14 sierpnia 2012

Pułapka na myszy



Tytuł: Pułapka na myszy
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Hachette
Liczba stron: 198



Czy nie chcielibyśmy żyć w świecie, w którym lekarze zamiast recept,w celu podreperowania zdrowia wręczają nam kryminalne historie? Niestety, mimo ogromnego postępu medycyny wątpię, byśmy kiedyś doczekali się takiego sposobu terapii, dlatego kryminały musimy aplikować sobie sami. Ja polecam łyknąć, parę szybkich opowiadań Agathy Christie.
Pułapka na myszy to zbiór siedmiu opowiadań. Przyjrzyjmy się najpierw tytułowej historii. A któż opowie nam o niej lepiej niż sama autorka? Posłuchajmy, więc głosu zza grobu: 
W tej sztuce każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od wieku i gustu. Podoba się młodym, podoba się starym. Bez zarozumiałości z jednej, a fałszywej skromności z drugiej strony mogę powiedzieć, że w swoim gatunku - to znaczy, lekkich utworów scenicznych ze szczyptą humoru i zarazem dreszczykiem grozy - wyróżnia się sprawną konstrukcją. Akcja wciąga, a jednocześnie zaskakuje, trudno powiedzieć, dokąd nas doprowadzi za parę minut...[1] 
źródło
W wypowiedzi Agathy Christie zastanawiać może tylko słowo "sztuka" (biorąc pod uwagę fakt, że omawiam zbiór opowiadań), choć tak naprawdę wszystko zaczęło się od słuchowiska radiowego, napisanego przez Królową Kryminałów w roku 1947 do przygotowywanego przez BBC programu z okazji osiemdziesiątych urodzin królowej Marii. Słuchowisko zostało zatytułowane Trzy ślepe myszki, a rok później przerobione na opowiadanie. W swojej Autobiografii pisarka stwierdziła: Im dłużej się zastanawiałam, tym bardziej dochodziłam do przekonania, że Trzy ślepe myszki da się rozwinąć z dwudziestominutowego słuchowiska w trzyaktowy dramat sceniczny.[2] Tak też się stało, jedyny szkopuł był taki iż konieczna była zmiana nazwy przedstawienia, gdyż tytuł Trzy ślepe myszki, nosiła już inna sztuka teatralna. Tutaj z pomocą przyszedł zięć pisarki, który zaproponował właśnie Pułapkę na myszy
Sztuka teatralna jest naprawdę wyjątkowa - grana w Londynie nieprzerwanie od 1952 roku, w roku 2011 obchodziła swoją 60 rocznicę! Sprawdziłam to osobiście i rzeczywiście bilety na przedstawienie można nabyć choćby tutaj. Niektórzy aktorzy, grający w Pułapce na myszy zapisali się nawet na kartach Księgi Rekordów Guinnessa - David Raven za 4575 wystąpień w roli majora Metcalfa otrzymał tytuł Najbardziej Stałego Aktora (Most Durable Actor), zaś Nancy Seabrooke pobiła rekord będąc przez 15 lat dublerką. Z tego co udało mi się znaleźć, w Polsce przedstawienie to można podziwiać w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.


The Mousetrap 60th Anniversary (poczujmy smak przedstawienia...)

A teraz trochę o samej fabule. Pułapka na myszy opowiada o młodym małżeństwie, Molly i Gilesie, którzy odziedziczony po ciotce stary dom, postanawiają zamienić na pensjonat. Niestety tuż po otwarciu pojawiają się nie tylko goście, ale i pierwsze problemy - z jednej strony ostra zima, która odcina dom od świata, z drugiej zaś sierżant Trotter, informujący iż przywiódł go tutaj z Londynu trop w sprawie pewnego morderstwa. Czy w pensjonacie przebywa morderca? Który z gości jest w niebezpieczeństwie? Jaki związek z tymi wydarzeniami ma sprawa farmy Longridge, na której dopuszczono się poważnych zaniedbań wobec przebywających tam dzieci? Bohaterom dramatu towarzyszy melodia dziecięcej rymowanki:

Ślepe myszki trzy, 
Ślepe myszki trzt,
Spójrz, jak one biegną,
Spójrz, jak one biegną,
Pobiegły wszystkie do farmera żony.
Ona ostrym nożem obcięła im ogony.
Czy kto widział w życiu lub słyszał
O trzech ślepych, małych myszkach?

Na zakończenie rozważań o Pułapce na myszy, przytoczę bardzo ciekawe słowa jednego z bohaterów, pana Paravicini: Ślepe myszki trzy, rzeczywiście! Prześladuje mnie ona [melodia]. W gruncie rzeczy to makabryczny wierszyk. Wcale nie jest sympatyczny, ale dzieci lubią rzeczy makabryczne. Zauważyła pani? Ten wierszyk jest szalenie angielski - niby sielankowa, a w rzeczywistości... okrutna angielska prowincja
.
Pozostałe opowiadania zamieszczone w zbiorze to: Ukryty skarbSzpilkaDoskonała pokojówkaMieszkanie na trzecim piętrze [w którym poznajemy uroczą Pat niegrzeszącą nadmierną orientacją w tabeli miar i wag (bardzo spodobało mi się to określenie)], Przygoda Johnniego Waverly'egoDwadzieścia cztery kosy oraz Klątwa starej stóżki. Na chwilę chciałabym zatrzymać się jeszcze przy tym ostatnim utworze, bowiem to w nim doktor Haydock, dochodzącej do siebie po grypie pannie Marple, przynosi napisane przez siebie opowiadanie kryminalne i do tego wydarzenia nawiązałam w dziwnym, jak by się mogło zdawać, wstępie tego posta. W tych krótkich historiach spotykamy bądź pannę Marple, bądź Herculesa Poirot (który w pewnym momencie uroczo zwraca się do swojego przyjaciela, kapitana Hastingsa: Jeśli już musisz przypinać spinkę do krawata, Hastings, wpinaj ją przynajmniej dokładnie pośrodku. W tej chwili jest co najmniej o szesnastą cala zbyt na prawo), dwoje najsłynniejszych detektywów wymyślonych przez Królową Kryminału.
Podsumowując, książka jako zbiór opowiadań odpowiadać będzie tylko miłośnikom opowiadań (wielu ludziom zapewne przeszkadza w nich to, że zbyt szybko się kończą), choć tytułową Pułapkę na myszy polecam do przeczytania każdemu (w mojej pamięci na zawsze pozostanie pewna scena, w której czuło się oddech mordercy na plecach,a  do tego ta nucona przez bohaterów, melodia makabrycznej rymowanki...), chyba że ktoś ma możliwość wybrania się na przedstawienie teatralne. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli przyjemności zaznajomić się z twórczością Agathy Christie, wydaje mi się, że lepsza na początek będzie jakaś powieść Królowej, np. Noc i ciemność, której (uwaga mały spoiler) fabułę bardzo przypomina mi fabuła jednego z umieszczonych w zbiorku opowiadań.

[1] Wypowiedź zamieszczona na tylnej okładce czytanego przeze mnie wydania
[2] John Curran "Sekretne zapiski Agathy Christie"




niedziela, 12 sierpnia 2012

Agatha Christie "Dwanaście prac Herkulesa"

-->
Agatha Christie to angielska pisarka kryminałów, której książki przetłumaczono na 45 języków obcych. Była i nadal jest królową tego gatunku – dla mnie na pewno! Zagadki w jej kryminałach rozwiązują głównie panna Marple albo Herkules Poirot. Przeczytane przeze mnie „Dwanaście prac Herkulesa” to moja dwudziesta piąta książka tej autorki. Najbardziej cieszy mnie fakt, że pozostało mi ich jeszcze tak wiele do przeczytania, nadal czuję niedosyt.
Kim jest ów słynny detektyw Poirot? Autorka opisuje go jako „małą schludną postać odzianą w sztuczkowe spodnie, nienaganny czarny żakiet i starannie zawiązany krawat”, nosi lakierki, ma „jajowatą głowę i olbrzymie wąsy”. W książce tej postanowił on raz jeszcze wykonać dwanaście prac starożytnego Herkulesa, czyli rozwiązać dwanaście spraw specjalnie wybranych. Potem zamierza się wycofać z zawodu.
Książka jest zatem zbiorem dwunastu opowiadań o różnych sprawach prowadzonych przez detektywa Herkulesa, każda z nich jest inna, każda ma zaskakujące zakończenie, którego nie sposób się domyślić.
Mogłam przeczytać między innymi o porwaniach pekińczyków dla pieniędzy; o tym jak plotka potrafi zmienić życie człowieka; jak silna może być miłość od pierwszego wejrzenia pewnego angielskiego mechanika. Do trzech najciekawszych – dla mnie - opowiadań niewątpliwie należy historia nieszczęśliwej w małżeństwie młodej Angielki, która zabija męża. Herkules pomaga również rozwikłać sprawę młodego Hugh chorego psychicznie, a także z pomocą panny Carnaby jako „wtyczki” rozpracowuje sektę.
Jestem godna podziwu dla autorki za kolejne dwanaście ciekawych kryminalnych historii.

sobota, 11 sierpnia 2012

Morderstwo w Orient Expressie

To miała być zbrodnia nie do wykrycia. W pociągu relacji Stambuł - Calais, słynnym Orient Expressie, odnaleziono zasztyletowane zwłoki jednego z pasażerów. Sprawca bardzo chciał, aby uznano, że uciekł przez okno, ale miał pecha, a właściwie to nawet dwa: pociąg utknął w zaspie, a na śniegu brak było śladów, a drugi - jednym z pasażerów był nie kto inny jak sam Herkules Poirot. Sprawa był skomplikowana, bo przedział ofiary był zamknięty od środka, a wszyscy pozostali pasażerowie (swoją drogą było ich zadziwiająco dużo jak na panującą porę roku) mieli alibi na czas zbrodni.

"Morderstwo w Orient Expressie" to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Christie - czy najlepsza ocenię jak przeczytam wszystkie, a mam taki szczery zamiar, jeszcze troochę mi brakuje, ale powoli acz do celu. Książka z 1933 roku, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to był najlepszy okres autorki. Bardzo lubię te historie, gdzie akcja dzieje się na jakimś zamkniętym obszarze, tutaj w stojącym pociągu, gdzie nikt nie miał szans wsiąść lub wysiąść, czy na odludniej wyspie, na którą nie było jak się dostać - w "I nie było już nikogo". Nie ukrywam, że to dla mnie lepiej, bo nie zawracam sobie głowy, czy sprawcą nie jest aby ktoś, o kim nie było powiedziane, albo wspomniane tylko mimochodem. A tak, mam konkretną grupę ludzi, mogę spokojnie przeanalizować ich zachowania i łudzić się, że zgadnę kto jest mordercą - ale i tak zazwyczaj nie zgaduję ;) Tę książkę już kiedyś czytałam, pamiętałam rozwiązanie, więc czytanie z wypiekami na twarzy, aby poznać rozwiązanie odpadło, czytałam aby ponapawać się geniuszem Herkulesa.

Samą książkę czyta się bardzo dobrze, jest podzielona na trzy części, gdzie pierwsza to morderstwo, druga zeznania, a trzecie rozwiązanie sprawy przez Poirota. Mały minus to, jak dla mnie, nie tłumaczenie zwrotów, które są wypowiadane po francusku, ale nie ma ich też jakoś bardzo dużo i z kontekstu można wywnioskować o co chodzi, ale i tak wolałabym, żeby tłumaczenie były. Jednak to tylko mały minusik w tej genialnej książce.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Tajemnica Bladego Konia


Magia kryminałów Agathy Christie opiera się na idealnym opisie, klimacie, tajemnicy i śledztwie. Brakuje czegoś? Tak - bohaterów. Ta autorka stworzyła ponadczasowe postacie, do których czytelnicy z uporem maniaka wracają, chcąc więcej i więcej. Tym razem wzięłam nieświadomie jakiś dziwny eksperyment kryminalny: bez Marple i bez Herculesa.

Pewien pisarz-historyk jest świadkiem bójki w knajpie. Nic szczególnego, dwie młode, jurne dziewki potłukły się między sobą o miłość życia. Jedna z nich w krótkim czasie potem umiera. Ta śmierć zbiega się z masą innych dziwnych wypadków, które jakimś cudem dzieją się wokół tego pisarzyny. Problem jest taki, że nasz pisarzyna bez wyrazu, bez charakteru, bez magii i czegokolwiek nie wzbudza naszej sympatii. Przynajmniej mojej. Historię przyjmuje bez ekscytacji i choć źle wytypowałam sprawców, tak sam schemat do odkrycia był banalny. Ale magia zabobonów trwała i jakoś doczytałam książkę, która w końcówce zafundowała mi delikatne zaskoczenie.

Wszystko fajnie, ale Hercules zrobił by to lepiej. Odradzam fanom Poirota, polecam komuś kto dopiero zaczyna z twórczością Christie - dobry start, dobra przystawka, ale na główne danie to zdecydowanie za mało!

Tajemnica gwiazdkowego puddingu

Nie przepadam za opowiadaniami, są za krótkie, akcja toczy się za szybko, zanim rozsiądę się wygodnie nad takim, już się kończy nie pozwalając mi wgryźć się w siebie. Ale sprawy tak się jakoś potoczyły, że sięgnęłam po "Tajemnicę gwiazdkowego puddingu". Jest to zbiór sześciu opowiadań wydany w 1960 roku, a więc blisko już schyłku twórczości Królowej Kryminału. Zresztą muszę się przyznać, że jej późniejsze dzieła podobają się mi nieco mniej (ale i tak uwielbiam tę autorkę).
Zbiór opowiadań zaczyna się miłym akcentem, bo przedmową Christie, a ja bardzo lubię takie wprowadzenia. Autorka pisze w niej o tym, które opowiadania lubi bardziej, a które mniej. I tak tytułowe "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" jest jej słabostką i wraz z "Zagadką hiszpańskiej skrzyni" otrzymują zaszczytne miano głównych dań. Jako przystawki są nam oferowane "Szaleństwo Greenshawa", "Sen" oraz "Popychadło". Dostajemy również sorbet - "Dwadzieścia cztery kosy". Mnie, jak przystało na łasucha najbardziej spodobało się właśnie to opowiadanie, drugie miejsce przypadło w udziale dla "Snu", natomiast z "Popychadłem" w ogóle się nie polubiliśmy i po około 10 stronach najzwyczajniej w świecie je pominęłam. Przystawka, którą idzie się zadławić ;)
W pięciu opowiadaniach z zagadkami mierzy się mój ulubieniec - Herkules Poirot, jak zawsze uprzejmy, czasami nieco dziwaczny i dzięki temu dowiaduje się wszystkiego czego chce, wyciąga to z ludzi. W ostatnim "Szaleństwie Greenshawa" ster przejmuje Panna Marple i radzi sobie równie dobrze.
Ogółem dostajemy ponad 250 stron pełnych zbrodni i tajemnic - polecam (do tego nieszczęsnego "Popychadła" jeszcze kiedyś wrócę ;) )

sobota, 28 lipca 2012

Śmierć lorda Edware'a


Miałam ogromną ochotę na dobry kryminał. Musiał oczywiście paręnaście razy trafić kulą w płot, by znowu wrócić do mej ukochanej Agathy Christie. Książkę wybrałam losowo, nie musiałam wybrzydzać, wiedziałam, że się nie zawiodę.

Narratorem w tej książce jest ciągle nienadarzający za Poirotem, Hastings. Opowiada o wszystkim ze swojej perspektywy, więc tym razem historia zaczyna się od sztuki, pokazu nietypowej artystki. Na tym występie Poirot dostaje nową pracę. Jego nowa chlebodawczyni to piękna, lecz na pierwsze oko głupiutka aktoreczka. Cóż chce od sławnego detektywa? To proste! Pozbycia się swojego męża. Tak, oto jej słowa. Co jest naprawdę sednem sprawy nie zdradzę. Mogę jedynie zapewnić: sprawa, nabiera niespodziewanych obrotów. I wielu będzie twierdzić, że wiedziało, kto zabił. Te właśnie osoby oszukują się bardziej niż myślą - tak naprawdę będą podirytowane tym, jak autorka wodzi ich za nos, zasypuje informacjami, historia się obraca, przewraca i bęc! Zamykają ją z kwaszoną miną. A ja? Książkę przeczytałam na raz, nie zauważywszy nawet, że od 1,5 godziny leżę w zimnej wodzie. Tak się kończy czytanie za ciekawych książek w kąpieli. Jak wrażenia? W głowie mi się kręciło już od zmiany toru, ale na jego końcu było to czego oczekiwałam - zaskakujące zakończenie.

Co by nie mówić. Cudo kryminału

9/10


poniedziałek, 23 lipca 2012

"Morderstwo na plebanii" wg ejotka

-->
Warsztat pisarski fantastycznej pisarki - Agathy Christie - miałam okazję poznać już wiele lat temu, ale nie sposób w krótkim czasie przeczytać wszystkich jej dzieł. Dlatego co jakiś czas sięgam po kolejną jej książkę. Tym razem wybór padł na taką, której tytuł zaczyna się od słowa morderstwo.
Pierwsze wydanie książki „Morderstwo na plebanii” miało miejsce w październiku 1930 roku. Jest to pierwsze dzieło mistrzyni kryminału, w której zagadkę rozwiązuje panna Jane Marple. Czytelnik przyzwyczajony do osoby Herkulesa Poirot czuje być może niewielkie rozczarowanie, jednak sposób myślenia i działania panny Marple szybko podbija serca.
„Morderstwo na plebanii” bardzo przypomina mi seriale telewizyjne „Detektyw w sutannie”, „Don Matteo” czy „Ojciec Mateusz”. Jest to zapewne spowodowane faktem, iż zwłoki pułkownika Protheroe zostają znalezione na plebanii i siłą rzeczy ksiądz proboszcz jest w samym środku śledztwa. Dodatkowo to on – Leonard Clement – jest narratorem historii.
Małe miasteczko St Mary Meade, w którym dotąd nic ciekawego się nie działo, jedyną rozrywką była obserwacja innych mieszkańców czy pielęgnowanie ogródka, doznaje nagle wstrząsu. Okazuje się bowiem, że przez nikogo nie lubiany pułkownik zostaje nagle zastrzelony w gabinecie księdza proboszcza. Do zbrodni przyznają się dwie osoby, które szybko zostają oczyszczone z podejrzeń. Ciesząca się niepochlebną opinią plotkary panna Marple podejrzewa, że aż siedem osób mogło dokonać tego zabójstwa. W toku śledztwa, na jaw wychodzą inne tajemnice tego, jakże dotąd spokojnego, miasteczka.
Sporą rolę w całej sprawie odgrywają listy pisane przez parafian do proboszcza Clementa, w większości są to prośby o spotkanie z duszpasterzem. Podczas tych wizyt ksiądz uzyskuje różne informacje, które pozornie nie są związane ze śledztwem. Zdarzają się też listy anonimowe oraz dziwne połączenia telefoniczne.
Podsumowując, chciałabym zachęcić wszystkich, którzy choć trochę lubią literaturę, aby sięgnęli po tą książkę. Zakończenie zaskakuje a już w momencie znalezienia osoby, której potrzebny jest lekarz czytelnik ma ciarki na plecach. Natomiast z chwilą wyjaśnień panny Jane Marple jakim to tokiem myślenia doszła do tego kto zabił – no czapki z głów Pani Agatho.

Recenzja pochodzi z mojego bloga czytelnicza-dusza.blogspot.com