środa, 28 grudnia 2011

"Opowiedzcie, jak tam żyjecie"

Recenzja z archiwum, ale książka warta polecenia, wiec pozwalam sobie wkleić:).

W 1930 Agatha Christie, wówczas juz dość znana 40-letnia pisarka w trakcie podróży po Bliskim Wschodzie, poznała 26-letniego archeologa, Maxa Mallowana. Wspólne zwiedzanie wykopalisk zakończyło się małżeństwem, dla pisarki oznaczało to także zmianę trybu życia. Do wybuchu drugiej wojny światowej miała okazję wielokrotnie towarzyszyć mężowi w kolejnych ekspedycjach. Efektem tych wypraw jest "Opowiedzcie, jak tam żyjecie"- nasycona humorem relacja z Bliskiego Wschodu.
A do tych wycieczek inaczej niż z humorem podchodzić się nie dało. Oznaczały one bowiem ciągłe niewygody, noclegi w złych warunkach sanitarnych, choroby i użeranie się z pracownikami.
"Max cierpi z powodu pcheł jeszcze bardziej niż ja. Pewnego dnia w szwach jego spodni znajduję i bezlitośnie morduję 107 pcheł. (...) Wydaje się, że mnie przypadają tylko nadmiarowe pchły, te, które nie potrafiły dobrać się do Maxa. Moje pchły są drugiej klasy, gorsze, niezdolne do skakania wysoko!"
W relacji Lady Agathy brzmi to jednak wszystko jak przygoda i niekończący się ciąg skeczy.
Nawet różnice kulturowe nie są jej straszne. Zamiast zamartwiać się, czy była dostatecznie poprawna politycznie, pisarka postanawia je po prostu obśmiać.
"Kurdyjka wynurza się ponownie ze swojej lepianki i wymyśla mężowi (...). Kurd, wielki, przystojny mężczyzna, wzdycha ze smutkiem. Któż chciałby być mężem Kurdyjki?
Istnieje powiedzonko, że jeśli Arab obrabuje cię na pustyni, pobije cię, ale zostawi przy życiu. Natomiast gdy obrabuje cię Kurd, zabije cię dla samej przyjemności zabijania.Być może trzymanie pod pantoflem w domu, pobudza do dzikości poza domem."
Powyższe cytaty to niewielka próbka jej możliwości, większość anegdot jest po prostu za długa do przytoczenia.
Zachęcam do tej wyprawy do innego świata, w dodatku z tak niezwykłym przewodnikiem. Idealna lektura na chandrę:).

sobota, 17 grudnia 2011

Lady Agatha w dwóch odsłonach


Jakiś czas temu udało mi się (w końcu) przeczytać dwie pozycje o życiu Królowej Zbrodni. Pierwszą z nich jest "Autobiografia", drugą natomiast "Sekretne zapiska Agathy Christie" Johna Currana.
"Autobiografia" to wspomnienia autorki, spisywane przez dwie dekady (wydane zostały w połowie lat 60-tych). Bardzo szczegółowe są zapiski dotyczące dzieciństwa i młodości, człowiek ma wrażenie, że próbuje ona utrwalić każdy najmniejszy strzęp dawnego świata. Chwilami wydawało mi się przez to, że książka jest zbyt szczegółowa.
Okres po drugiej wojnie światowej zamyka za to w jednym rozdziale.
Czy są to zapiski szczere? Moim zdaniem tak. Pisarka przyznaje się do własnych wad, otwarcie pisze także o depresji, która dopadła ja po śmierci matki. Książkę można czytać jako powieść obyczajową i/lub dokument historyczny nawet bez znajomości twórczości kryminalnej autorki. Jak zwykle atutem jest jej lekkie pióro i zmysłobserwacyjny.

"Sekretne zapiski...." mimo luksusowego wydania okazały się natomiast ciężką przeprawą. Są to bowiem notatki na kolanie, często oderwane, jednozdaniowe listy bohaterów, pomysły w punktach (notatki zawierały także listy zakupów i ćwiczenia kaligraficzne córki, ale to John Curran nam już darował). Czapki z głów, że Curran potrafił je odcyfrować, a nawet zaprezentować w miarę strawnej dla czytelnika formie. Jednak nawet w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu. "Zapiski..." w przeciwieństwie do "Autobiografii" to pozycja li i jedynie dla zagorzałych fanów Agathy Christie, tych, którzy czuliby się na siłach, żeby z marszu wziąć udział w "Wielkiej Grze" na temat jej twórczości.
Z książki dowiemy się jaki styl pracy miała Agatha, nie jest to natomiast kompletne kompendium jej twórczości (widziałam recenzje, gdzie czytelnicy właśnie na to narzekali).

Czego dowiedziałam się o Lady Agacie po lekturze obydwu opasłych tomów? Poniżej garść zaskakujących ciekawostek. Uwaga: postanowiłam nie robić podziału na źródło informacji. Także dlatego, że niektóre się powtarzają:).

  • Agatha Miller nie była "dziecięciem pieszczonym" (określenie JIK-a), rodzice niespecjalnie dbali też o jej edukację. Matka na przykład uważała, że córka nie powinna uczyć się czytać przed ósmym rokiem życia- nic dziwnego, że przyszła pisarka w końcu nauczyła się czytać sama. Także rozwijanie tzw. kreatywności w domu Millerów raczej leżało i kwiczało. Wynikało to pewnie głównie z faktu, że matka wytraciła parę na starsze rodzeństwo Agathy. Za zdolną uważana była najstarsza Margaret, jej młodszej siostrze natomiast przyklejono etykietkę ... "powolnej".
  • Pisarka była introwertyczką, nienawidziła publicznych wystąpień.
  • Przez większa część życia była osobą dość konwencjonalną, "wyluzowało" ją chyba dopiero drugie małżeństwo z Maxem Mallowanem. Zresztą młodszym od niej o półtora dekady.
  • Pisanie kryminałów było przypadkowym wyborem, który przyjął się na czytelniczym rynku. Autorka próbowała także innych form i gatunków, próbując wypromować np. ... sztukę o kazirodztwie. Nie spotkała się ona jednak z zainteresowaniem wydawców i producentów. Sama autorka przyznaje, że kilkadziesiąt lat później sztuka trafiłaby w swój czas (a w XXI wieku to już na pewno).
  • Ceniła autorów także bynajmniej niekryminalnych, w tym Muriel Spark i Grahama Greene'a (to tak, jak ja:)).
  • Nie ukrywała, że czuje się literackim rzemieślnikiem. Zresztą - gdy na dobre wkraczała na rynek, była już samotna matką, a umiejętność taśmowego produkowania kryminałów - jej jedynym kapitałem.
  • Być może tez z tego powodu długo hołdowała zasadzie: "Ciasto-pieniądz". Nie brała np. udziału w literackich zabawach Klubu Detektywów (skupiającego najbardziej znanych wówczas autorów kryminałów), stwierdzając, że czas i wysiłek, jaki włoży w zbiorczo napisaną książkę woli poświęcić dziełom własnym.
  • Metoda pisarska: książki zazwyczaj powstawały wokół jednego kluczowego detalu, np. dotyczącego scenerii. Wiele nowatorskich pomysłów (choćby dotyczących nietypowego rozwiązania zagadek) rodziło się często w trakcie licznych przeróbek i zmian koncepcji.
  • Autorka starała się pisać tylko o tym, co zna. Zdarzyło się np. zdyskwalifikować pomysł uczynienia jednym z bohaterów członka rządu, gdyż uznała, że nie wie zbyt wiele o ministrach.
To by było na tyle, zainteresowanych odsyłam do obydwu książek;)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

"Tajemnica gwiazdkowego puddingu"


Wczoraj moja przyjaciółka poprosiła mnie o wybranie kilu książek do czytania na zimowy urlop.
                      Przeglądając moją półkę z ksiażkami Agathy Christie trafiłam na"Tajemnicę świątecznego puddingu". Odłożyłam na stosik dla niej.
Przypomniała mi się gwiazdka z przed laty, kiedy to zawitała do mnie ta książka. 
Właściwie moja przygoda z A.Ch. zaczęła się od niej. Noc po kolacji wigilijnej spędziłam wtedy z książką w ręku. Teraz uśmiecham się na te wspomnienia.
Jest to zbiór sześciu opowiadań, z których najbardziej utkwiło mi w pamięci to tytułowe.
A w przedmowie A. Christie pisze
"Tę książkę o bożonarodzeniowej uczcie można określić jako"Wybór Szefa". Szefem jestem ja!
Są tu dwa główne dania:"Tajemnica gwiazdkowego puddingu" i " Zagadka hiszpańskiej skrzyni" oraz wybór przystawek:"Szaleństwo Greenshawa", "Sen","Popychadło" i sorbet:"Dwadzieścia cztery kosy"" 
        Tak w ogóle to nie lubię czytać opowiadań, ale ten zbiór podoba mi się, może dlatego, że opis Świąt , które Poirot spędza na prowincji angielskiej ,tak bardzo przypomina mi czasy dzieciństwa, kiedy to Boże Narodzenie miało całkiem inny wydźwięk...
Najważniejsze było samo oczekiwanie...
W pięciu opowiadaniach zagadki odkrywa Herkules Poirot, a w ostatnim panna Marple. 
Warto sięgnąć po ten zbiorek właśnie teraz , tuż przed Bożym Narodzeniem, aby przypomnieć sobie swoją atmosferę Świąt

czwartek, 8 grudnia 2011

Dom zbrodni

 - Próżność?
- Tak. Nigdy nie spotkałem mordercy, który nie byłby próżny... W dziewięciu przypadkach na dziesięć to właśnie próżność prowadzi do zguby. Mogą bać się tego, że zostaną złapani, ale nie mogą powstrzymać się, żeby nie pochwalić sie swoim sprytem i zazwyczaj sa przekonani, że przechytrzyli policję. I jeszcze jedna rzecz: morderca lubi mówić.
- Jak to mówić?
- Widzisz, morderstwo wyobcowało cię sposród ludzi. Chciałbyś powiedzieć o tym komuś, ale nie możesz. I dlatego tym bardziej tego pragniesz. Zatem jeśli nie możesz mówić o tym, jak popełniłeś zbrodnię, przynajmniej będziesz mówić o samej zbrodni: rozważać szczegóły, wymyslać teorie. Na Twoim miejscu, Charles, tego bym szukał.

środa, 7 grudnia 2011

"Poirot prowadzi śledztwo"

Po bardzo długiej przerwie wróciłam do książek Królowej Kryminału. Prawie dekadę temu spędziłam jedne wakacje czytając maratonem prawie wszystkie powieści Christie: wystraczył mi balkon, leżak, coś zimnego do picia oraz książki poustawiane w stosikach dookoła mnie. Kończyłam jedną, zaczynałam następną. To były udane wakacje.

Teraz powodem ponownego sięgnięcia po kryminały z niezastąpionym Poirotem czy sympatyczną panną Marple, jest to wyzwanie. Moim planem było ponowne przeczytanie wszystkich książek, ale w kolejności chronologicznej. Niestety nie udało mi się to już na samym początku: moje biblioteki, o dziwo, nie mają już wszystkich powieści Christie. Wzięłam zatem do domu to, czego jeszcze nie czytałam.

Poirot prowadzi śledztwo to zbiór jedenastu krótkich opowiadań. Ja osobiście bardzo lubię opowiadania: lubię co chwila przenosić się z jednej historii w drugą, zmieniać klimat. Niestety ze smutkiem muszę przyznać, że to co się zazwyczaj sprawdza np. w opowiadaniach fantastycznych, w przypadku kryminalnych opowiastek Agathy Christie zupełnie mnie zawiodło. Narratorem wszystkich tekstów jest przyjaciel Małego Belga, kapitan Hastings. A sprawy jakimi się zajmują mają szerokie spectrum: od morderstwa, przez porwanie, po kradzież. Jednak dla mnie te zagadki były za szybko rozwiązane. Wolę spędzić z Poirotem dłuższe chwile, razem z nim przeprowadzać rozmowy, wyłapywać nieścisłości, delektować się smaczkami z drugiego tła. A tu, tu jakoś to wszystko było potraktowane po macoszemu, a już rozwiązanie Tragedii Marsdon Manor za pomocą seansu spirytystycznego kompletnie mnie zbiło z tropu...

Oczywiście mimo wszystko nie zmieniam zdania o twórczości Christie, Królową Kryminału jest ona i basta, tyle że idę porozglądać się za którąś z powieści.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

"Morderstwo w Boże Narodzenie"

Czy Boże Narodzenie to dobry czas na morderstwo?!

"Czas Bożego Narodzenia to czas przebaczenia i dobrej woli.Wszyscy życzą sobie samych dobrych rzeczy, a spokoju przede wszystkim, świętują. Pokój całemu światu."


A jednak w domu bogatewgo Simeona Lee dochodzi do makabrycznej zbrodni i to właśnie tuż przed Bożym Narodzeniem.
Stary,złośliwy ale za to bardzo bogaty Lee zaprasza do swojej posiadłości swoją rodzinę,także synów, z którymi od lat nie utrzymywał kontaktów. Ale chyba nie po to, aby z nimi biesiadować przy światecznym stole, znieważa ich i sieje obelgi dookoła.
Po udawanej rozmowie telefonicznej kiedy wspomina o zmianie testamentu atmosfera jest nie do zniesienia.
"Tressilian był bliski popadnięcia w depresję. Jest Wigilia, a tu taka fatalna atmosfera"
Lee zostaje sam...po kolacji krzyk jakby z piekieł...zamknięte drzwi od środka...w pokoju leżący w kałuży krwi Simeon Lee...
I w takim momencie wkracza Poirot, bawiący akurat u komisarza tantejszej policji.
Musi się nieco natrudzić aby rozwiazać tę zagadkę, ma do dyspozycji tylko swój umysł.
W domu była tylko rodzina i służba, właściwie każdy miał motyw i sposobność , aby dokonać tej zbrodni. Tylko metodą dedukcji, mając wyłącznie poszlaki udaje się rozwiązać tę zagadkę.

niedziela, 4 grudnia 2011

"Uśpione morderstwo"

- Tak, to panna Marple. Jest tak niezwykle uprzejma, że pomaga nam w ogrodzie.
- Panna Marple - mruknął inspektor. - Rozumiem. (...)
- To bardzo wysoko ceniona osoba, ta panna Marple - wyjaśnił inspektor. - Ma w garści naczelników policji z co najmniej trzech hrabstw. Nie usidliła jeszcze mojego szefa, ale śmiem twierdzić, że i do tego dojdzie. A więc panna Marple macza w tym palce.
Powieść z 1976 roku w przeciwieństwie do wcześniej omówionego tomu Zwierciadło pęka w odłamków stos ukazuje pannę Jane Marple jako osobę sprawną, samodzielną, a nawet podróżującą. Brak tu jakiejkolwiek aluzji, która pomogłaby określić czas akcji, ale za to przywoływane są osiągnięcia naszej bohaterki z książek Morderstwo na plebanii i Zatrute pióro.
Młoda mężatka Gwenda Reed przyjeżdża do Anglii z Nowej Zelandii z zamiarem kupna domu. W czasie swej podróży  w Dillmouth natrafia na wymarzoną pięknie położoną  willę. Ma dziwne odczucie, że zna to miejsce. Wkrótce bardzo emocjonalnie reaguje na słowa usłyszane ze sceny londyńskiego teatru: "Twarz jej zakryjcie. W oczach mi się mąci. Młodo umarła..." Skojarzenie z obrazem śmierci nieznanej jej Helen jest zbyt wymowne. Dobrze, że w pobliżu jest panna Marple bawiąca u swego siostrzeńca, znanego pisarza. To początek znajomości, czułej dyskretnej opieki i wsparcia, zetknięcie młodości z dojrzałością.
Wkrótce przyjeżdża mąż Gwendy, Giles, nadchodzi list z Nowej Zelandii potwierdzający, że młoda kobieta jako malutkie dziecko mieszkała w Anglii z ojcem i młodą macochą Helen. Dlatego młodzi postanawiają wyjaśnić podejrzenie morderstwa sprzed osiemnastu lat mimo rad panny Marple: "Radziłabym wam... tak, z całego serca radziłabym, abyście pozostawili sprawę w spokoju. (...) Morderstwo nie jest... nie jest czymś, co można traktować lekkomyślnie." Jednak małżonkowie decydują się poszukać osób, które były związane z tym domem lata temu, a panna Marple będzie im dyskretnie towarzyszyć. Herbatki i ploteczki są najlepszym sposobem otworzenia ust i odświeżenia pamięci, zawiązania więzów uprzejmej znajomości i... dedukcji, którą uwielbia starsza pani.
Morderstwo rzadko bywa przypadkowe, najczęściej jest powiązane z ludzkimi emocjami, pragnieniami, zawiedzionymi nadziejami, miłością, potrzebą wolności. Jak zawsze u Agathy Christie przestępstwo pozwala skupić się na naturze ludzkiej. Bywa, że i po latach morderca musi ponownie uderzyć. Czytelnik od pewnego momentu nie ma trudności z identyfikacją tajemniczego mordercy o małpich łapach, jednak najważniejsze stają się jego motywy i stwierdzenie, że zawsze były takie relacje międzyludzkie jak opisane w książce, tylko inaczej się o nich mówiło i pisało.
______________________
Agatha Christie, Uśpione morderstwo / Sleeping Murder, przeł. Anna Minczewska-Przeczek, s. 17, Prószyński i S-ka, Warszawa (1995).

czwartek, 1 grudnia 2011

''Morderstwo odbędzie się...'' Agatha Christie

Nie jest tajemnicą, że co jakiś czas muszę koniecznie powrócić do Anglii, do dawnych, minionych lat i pożyć w świecie Agathy Christie. Zaległości w notatkach o przeczytanych powieściach mam sporo nadal..ciągle piszę o tym co czytam obecnie, a przecież w kolejce pierwszeństwo mają inne...ech.
'' Morderstwo odbędzie się...'' to sympatycznie spędzony czas z kolejną , ciekawą intrygą i morderstwie stworzonych przez naszą wybitną Agathę.
W lokalnej gazecie ukazuje się bardzo nietypowe ogłoszenie.. zapowiadające że w tym miejscu i o tej godzinie odbędzie się morderstwo...Wszyscy mieszkańcy małej mieściny są ciekawscy, myślą, że to zwyczajnie żart i zapowiedz niezłej zabawy i postanawiają przybyć.. To co się wydarzy, spędzi ludziom z powiek sen. Bo dojdzie to perfekcyjnie przeprowadzonego zabójstwa.CO gorsze, na tym nie koniec. Pani Marple będzie miała nielada orzech do zgryzenia. Co się wydarzy? Przekonajcie się sami.

No i co, z bólem serca muszę na koniec napisać, jak powtarzająca się zdarta płyta- nie odgadłam rozwiązania zagadki ani mordercy..:(