piątek, 30 września 2011

Po pogrzebie

Helen przedstawiła go zebranym i od tej chwili Poirot musiał się wysilać, by zwalczyć niemal jednomyślną niechęć wywołaną przez jego, obcokrajowca obecność w kółku rodzinnym. Miał uszy i oczy szeroko otwarte. Obserwował i słuchał, co mówią - otwarcie i przez dziurkę od klucza. Zauważył pokrewieństwa, antagonizmy, niebaczne słowa, które zawsze padają przy podziale własności. Starał się o spotkania w cztery oczy, towarzyszył w przechadzkach po tarasie i wyciągał wnioski.

1 komentarz:

  1. Jeszcze nie miałam okazji czytać. Ale już wkrótce. A fragment opisuje genialnie metody pracy Poirota. :)

    OdpowiedzUsuń