wtorek, 27 września 2016

Morderstwo na plebanii - Agata Christie

Przeczytanie pierwszych przygód swoich ulubionych bohaterów jest czymś niezwykle "odkrywczym" (że się tak wyrażę). Zdając sobie sprawę, że autor dopiero przywołuje do życia jedną z najbardziej znanych postaci literackich (przynajmniej dla osób czytających kryminały) i domyślając się, że przecież to mogło być pierwsze i ostatnie spotkanie z panią detektyw-amator... uważny czytelnik analizuje każde kolejne słówko związane z cechami charakteru, usposobieniem, wyglądem...

Morderstwo na plebanii miało swoją premierę w 1930 roku (dokładnie 10 lat po pierwszym spotkaniu z Herkulesem Poirotem) i to właśnie w tej niepozornej książeczce po raz pierwszy przyszło nam się spotkać z panną Marple.  Wierzcie bądź nie, lecz spodziewałam się czegoś zupełnie innego.
Pułkownik Protheroe nie jest człowiekiem lubianym. Wręcz przeciwnie - gdyby zginął, byłoby aż siedmiu podejrzanych... a właściwie JEST siedmiu podejrzanych, ponieważ Protheroe ginie. Już na samym początku śledztwa do winy przyznają się jednocześnie dwie postacie - młoda żona oraz jej młody kochanek. Lecz policji coś nie pasuje w ich zeznaniach, a jednym najważniejszych świadków w tej sprawie jest niepozorna staruszka... Jane Marple.

Przyznaję się - obejrzałam ekranizację Morderstwa na plebanii. Od tego seansu minęły gdzieś dwa lata, ale że historia bardzo mi się spodobała, to i zapamiętałam wiele szczegółów (przede wszystkim sprawcę!). Dlatego też spojrzałam na tę lekturę z zupełnie innego punktu widzenia - skupiłam się na przebiegu sprawy oraz bohaterach... a nie na samej zagadce. 

- Śmiejesz się, moja droga - powiedziała panna Marple - ale to mimo wszystko bardzo logiczny sposób docierania do prawdy. Coś, co ludzie zwą intuicją i z czego robią wielkie halo. Intuicja jest jak odczytywanie wyrazu bez konieczności dzielenia go na litery. Dziecko nie posiada takich umiejętności, ponieważ ma niewielkie doświadczenie. Ale dorosła osoba domyśla się tego słowa, bo wielokrotnie je widziała. Rozumie pan, do czego zmierzam, pastorze?*

Zaczęłam czytać i aż nie mogłam się nie uśmiechnąć, jak już na pierwszych stronach pojawiła się Jane Marple. Bardzo ciekawiło mnie, jak patrzyli na nią wszystkie postacie - nie zaskoczyło mnie, że była lekko wścibską osóbką, która nie miała zbytniego poważania. Później czytałam dalej... a Marple pojawiała się równie często, co inne postacie. Gdyby nie fakt, że wiedziałam, iż to ona jest tą ważną postacią, zapewne bym ją przeoczyła - ot, takie urozmaicenie. I w sumie... mnie się ten zabiegł spodobał. Mogę jedynie zazdrościć osobom, które żyły w latach 30., które prawdopodobnie zaskoczył fakt, iż Morderstwo na plebanii kończą właśnie słowa niepozornej babuni. A tym bardziej - że to ona odkryła prawdę!

- Małżeństwo (...) jest rzeczą poważną i należy je zawierać jedynie po dłuższym okresie namysłu i rozwagi, przy czym zgodność upodobań i skłonności winna być najwyższym względem.*

Ale tak mówię o tej Marple, a przecież większość osób sięgnie popowieść ze względu na zagadkę kryminalną. A jest też o czym opowiadać, ponieważ Christie zaskakuje pomysłowością. Wyprowadza w pole, a liczba podejrzanych - a szczególnie ich niedopowiedzenia w zeznaniach - sprawiają, że każda postać jest ciekawym materiałem na mordercę!  

Cały czas będę twierdziła, że pomysł wprowadzenia nieco wścibskiej starszej pani był genialnym posunięciem dopiero rozwijającej swoje skrzydła pisarki. Ostatecznie kto jak kto, ale nierzadko wiedza babć może jedynie zaskoczyć... a sokole oko wręcz przestraszyć! Dlatego też bardzo polecam! Osobiście sądzę, że ze względów sentymentalnych będę powracała do tej historii nieraz!
 

czwartek, 22 września 2016

Musująca śmierć [ Rosemary znaczy pamięć]



Miałam ambitny zamiar przeczytania/powtórzenia całego cyklu z Poirotem po kolei, ale rychło się rozmyśliłam; wypadło na „Zabójstwo Rogera Ackroyda”, na które zdecydowanie nie miałam ochoty (niestety nie akceptuję pewnego rozwiązania fabularnego, które autorka tu zastosowała), a co do następnych… wiadomo, jak to jest z książkami, których się nie ma własnych – nie zawsze osiągalna jest ta, jakiej akurat potrzebujemy. Wybrałam więc coś spoza serii: „Rosemary znaczy pamięć”. Notabene nigdy nie zrozumiem, co kieruje wydawcami, gdy decydują się na zmianę oryginalnego tytułu, z wyjątkiem przypadków, gdy ten oparty jest na grze słów zrozumiałej tylko dla czytelnika dobrze znającego język; w tym przypadku trzeba jednak przyznać, że tytuł „zastępczy” wyjątkowo zgrabnie odnosi się do treści. Ale ten „prawdziwy” jest równie wymowny: „Sparkling Cyanide”, czyli „Musujący cyjanek”.

Bo cyjanek tu musuje. Najpierw w kieliszku szampana podniesionym do ust przez Rosemary Barton podczas uroczystej kolacji w restauracji „Luxembourg”. Któż miałby powód mordować uroczą młodą mężatkę, która nigdy nikomu nie wyrządziła żadnej krzywdy? Po krótkim śledztwie jej śmierć zostaje uznana za samobójczą, z tym większym prawdopodobieństwem, że denatka niedawno przebyła ciężką grypę, ponoć sprzyjającą depresyjnym nastrojom. I na tym sprawa by się zakończyła, gdyby w niespełna rok po tej tragedii wdowiec nie otrzymał anonimowych liścików sugerujących, że jego żonę zamordowano. Wobec tego George wpada na dość niesamowity pomysł, który, jak się spodziewa, pomoże mu odnaleźć mordercę: w rocznicę śmierci Rosemary zaprasza do „Luxembourga” wszystkich uczestników tamtej feralnej kolacji. Tak samo jak owego dnia, na stole stają kieliszki z szampanem – a wtedy zdarza się coś nieoczekiwanego, nie jest to jednak niespodzianka zaplanowana przez George'a! Bo tym razem on sam pada martwy, łyknąwszy musującej trucizny…

Zagadka, którą ma rozwiązać nadinspektor Kemp z pomocą pułkownika Race'a i jeszcze jednej osoby, której tożsamości nie trzeba tu zdradzać, wydaje się ekstremalnie trudna. Bo choć początkowo wydawało się, że nikt nie miał motywu, by zabić Rosemary, w tej chwili należy przyjąć, iż mieli go wszyscy zebrani na przyjęciu przed rokiem. A dlaczego teraz zginął George? I w jaki sposób komuś udało się po raz drugi niepostrzeżenie wsypać cyjanek do kieliszka? 


Królowa Kryminału tak sprytnie manewruje informacjami, że do samego końca nie jesteśmy pewni, czy nasze rozumowanie idzie dobrym tropem. Bo zamiast, by tak rzec, materialnych poszlak, w pierwszej części powieści mamy głównie myśli i emocje, jakimi dzielą się z nami poszczególni uczestnicy przyjęcia. Iris Marle, osiemnastoletnia siostra Rosemary, dziedzicząca po niej cały pokaźny majątek przyszywanego wuja i dopiero po śmierci siostry zdająca sobie sprawę, że w gruncie rzeczy wcale jej nie znała. Anthony Browne, człowiek młody, ale już mający za sobą jakąś tajemniczą przeszłość, zauroczony Rosemary... a może jednak nie nią, tylko Iris?... i nie wiadomo dlaczego stroniący od George'a oraz jego znajomych. Stephen Farraday, polityk szybko zbliżający się do szczytu kariery, która mogłaby lec w gruzach, gdyby dowiedziano się o pewnym małym mieszkanku i odwiedzającej je kobiecie. Sandra Farraday, córa wpływowego arystokratycznego rodu, gotowa zrobić wszystko, by zatrzymać przy sobie męża. Ruth Lessing, sekretarka George'a, kobieta miła i ładna, a do tego niezmiernie fachowa, mająca tylko jedną, lecz za to poważną wadę: jej zdaniem byłaby dla swego szefa o wiele lepszą żoną niż ta pustogłowa piękność. No i sam George, poczciwy i raczej nieciekawy biznesmen, wielbiący młodą żonę pod niebiosa, ślepy i głuchy na wszelkie jej wyskoki (ale może tylko do czasu?). Gdyby nie ten cyjanek, byłaby to po prostu historia o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, rozpisana na kilka głosów...

W drugiej części, rozgrywającej się pomiędzy otrzymaniem przez George'a anonimów sugerujących, że do śmierci Rosemary ktoś się przyczynił, a finałem drugiej kolacji w "Luxembourgu", wydarzenia trochę nabierają tempa, wciąż jeszcze przypominając bardziej akcję powieści psychologiczno-obyczajowej niż kryminału, zaś w trzeciej rozpoczyna się dochodzenie pełną parą. To tempo jest niezmiernie istotne, bo winowajca wciąż pozostaje wolny, a któż wie, czy nie ma na oku kolejnej ofiary?

Na ile jest prawdopodobne ostateczne rozwiązanie, trudno orzec (parę szczegółów fabularnych budzi moje wątpliwości: ile lat ma Victor, że zdążył się już paru zawodów nauczyć i tyle różnych miejsc odwiedzić? Matka urodziła go, mając koło czterdziestki, a w scenach, w których się pojawia, nie jest przedstawiana jako siwowłosa staruszka, zatem raczej nie przekroczyła siedemdziesiątki. Dlaczego Iris, najbliższa kuzynka, miałaby go w ogóle nie znać (jako jedyna z rodziny)? Czy ktoś, kto przez parę miesięcy grywał w jakimś teatrzyku, potrafiłby dwukrotnie w ciągu krótkiego czasu, w miejscu pełnym ludzi, całkowicie zmienić charakteryzację i strój, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi?). Ale przecież tę powieść, tak jak i inne utwory lady Agathy, czyta się nie dla intrygi kryminalnej, tylko dla tego, co ją otacza: wspaniałych portretów postaci, atmosfery, smaczków obyczajowych!

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka. Autorką recenzji jest Dot59.

niedziela, 18 września 2016

Setna rocznica rozpoczęcia kariery pisarskiej przez Agathę!

"I nie było już nikogo"
Sto lat temu Agatha Christie usiadła do pisania swojej pierwszej powieści. Była to „Tajemnicza historia w Styles”. "Z tej okazji brytyjska poczta wypuściła serię okolicznościowych znaczków, które zawierają ukryte wskazówki dla amatorów rozwiązywania zagadek.



Seria znaczków została zaprojektowana przez Jima Sutherlanda i Neila Webba. Jest ich sześć i każdy ozdobiono grafiką nawiązującą do innego klasycznego kryminału Agathy Christie. Oprócz wspomnianej już „Tajemniczej historii w Styles” zobrazowano również „Zabójstwo Rogera Ackroyda”, „Morderstwo w Orient Expressie”, „I nie było już nikogo”, „Noc w bibliotece” i „Morderstwo odbędzie się…”."[link]

"Noc w bibliotece"


"Na grafikach umieszczono ukryte elementy, które można odczytać jedynie przy użyciu lupy, wystawiając znaczek na działanie światła ultrafioletowego lub ciepła. Pomyślano również o miłośnikach rzeczywistości rozszerzonej i dla jednego ze znaczków utworzono trójwymiarową wersję rysunku, którą można zobaczyć jedynie na ekranach swoich urządzeń mobilnych." [link]



„Zabójstwo Rogera Ackroyda”

"Znaczki trafiły do obiegu 15 września, dokładnie w dniu 126. rocznicy urodzin pisarki. Na załączonych grafikach możecie zobaczyć, jak prezentuje się cała kolekcja." [link]

„Morderstwo w Orient Expressie”

"Morderstwo w Orient Expressie" - czy zobaczysz ukrytą postać trzymającą nóż?




„Tajemnicza historia w Styles”


„Morderstwo odbędzie się…”

Znaczek z grafiką nawiązującą do powieści „Morderstwo odbędzie się…” pod światłem ultrafioletowym.

Na poniższym materiale filmowym zaprezentowano, w jaki sposób dzięki technologii rzeczywistości rozszerzonej można zobaczyć trójwymiarową grafikę ze znaczka z „Tajemniczą historię w Styles”:


 Informacje - tekst oraz zdjęcia pochodzą ze strony Booklips TUTAJ.

Znaczki w poniższych zestawach można kupić na stronie:

https://www.buckinghamcovers.com/products/view/12404-agatha-christie.php

17,95 funtów, planowana data emisji 12 października 2016, dostępna wersja z autografami Davida Sucheta (Hercules Poirot) Hugh Frasera (Arthur Hastings) za 34,95 funtów, plus przesyłka.


 19,95 funtów, planowana data emisji 12 października 2016,

piątek, 16 września 2016

Za kulisami pisarskiego warsztatu - "W samotności" Mary Westmacott



Powieść „W samotności” Agatha Christie napisała w czasie, gdy była już dojrzałą kobietą oraz dojrzałą pisarką. Trwała Druga Wojna Światowa. Lata te były dla Agaty trudne, również z tego względu, że oznaczały rozstanie z Maxem Mallowanem wysłanym służbowo do Londynu. 

„Agata czuła się strasznie samotna i bardzo tęskniła za mężem, który wkrótce potem został przeniesiony do Kairu. Regularnie pisali do siebie listy miłosne,”[1]

Rosalind, córka Agaty z pierwszego małżeństwa, wyszła za mąż za Huberta Pricharda i w 1942 roku (wg. Martina Fido) urodziła syna Mathew. 

„Pisarka miała (…) poczucie, że okazała Rosalind niedostateczne wsparcie, gdy Hubert zginął w 1944 roku. Agata wróciła do pracy w aptece w University College Hospital. Na krótko przed narodzinami Mathew wzięła trzy dni wolnego, tłumacząc się zmyśloną niedyspozycją. W rzeczywistości pisała wtedy powieść „W samotności”, ukończyła ją w ciągu trzech dni. ”[2]
Martin Fido traktuje chronologię w swojej książce bardzo luźno, trudno zrozumieć, czy Agata napisała tę powieść wiedziona wyrzutami sumienia po śmierci zięcia (1944 rok), czy za sprawą weny twórczej w 1942.

John Curran w książkach, w których analizuje zapiski Agaty Christie stwierdził, że:
„Omawiana dekada [lata ’40 XXw.] przyniosła tylko jeden, za to najlepszy tom opowiadań, „Dwanaście prac Herkulesa (1947) (…), a oprócz tego dwie powieści obyczajowe, „Samotną” (1944) [w Polsce wydaną jako „Samotna wiosną” i „W samotności”], napisaną w „białej gorączce” w ciągu zaledwie trzech dni, a w trzy lata później „Różę i cis”.[3]

Powtarza się zatem informacja o napisaniu powieści przez autorkę w tak rekordowo krótkim czasie. Natomiast, co do daty urodzin wnuka Agaty, to Monika Gripenberg podaje w kalendarium na końcu książki, że w roku 1943 „We wrześniu na świat przychodzi wnuk Agaty, Mathew Prichard.” [4] Tę datę, 21 września 1943 roku potwierdza sama autorka w książce autobiograficznej.

Z „Autobiografii” również wynika, że „W samotności” Agata napisała po urodzeniu się wnuka, a przed śmiercią zięcia i właśnie tam użyła określenia, że pisała w „białej gorączce”. Proces tworzenia tej powieści opisała tak: 
„Wkrótce napisałam nową Mary Westmacott – tę jedyną książkę, która całkowicie mnie zadowoliła, którą zawsze pragnęłam napisać, którą widziałam jasno i wyraźnie. (…) Fabułę obmyśliłam wcześniej, teraz precyzowałam tło. (…) Zawsze wiedziałam, od czego zacznę. (…) Tekst nie był długi, zaledwie dwieście stron – lecz chodził za mną od dawna. To osobliwe uczucie, kiedy przez sześć, siedem lat wiadomo, że pewnego dnia napisze się właśnie tę, a nie inną książkę, kiedy tak w człowieku rośnie, nieustannie dojrzewa, aż stanie się tym, czym już jest. Tak, już jest, musi się tylko wynurzyć z mgły. Bohaterowie czekają za kulisami, gotowi na dany znak wkroczyć na scenę – i wreszcie, całkiem niespodzianie, pada jednoznaczny rozkaz: teraz!”[5]

W „Autobiografii” również autorka krótko i celnie charakteryzuje swoją powieść: 
„Opowiada o kobiecie z dokładnie ukształtowanym obrazem własnego „ja”, lecz obrazem z gruntu fałszywym. Postępowanie bohaterki, jej myśli i doznania stopniowo odsłaniają ów fałsz. Pani ta jak gdyby wciąż spotyka samą siebie, nie rozpoznaje, odczuwa jednak coraz głębszy niepokój. A wszystko to dzieje się za sprawą jednego faktu – po raz pierwszy w życiu jest przez kilka dni zupełnie sama. (…) Spodziewałam się niemałych trudności technicznych: chciałam to napisać lekko, potoczyście, a zarazem nasycić rosnącym napięciem, niepokojem, niepewnością. Chciałam oddać wrażenie znane chyba nam wszystkim, ów stan umysłu, kiedy pytamy: kim jestem? Jaki jestem naprawdę? Co o mnie naprawdę myślą ci, których kocham? Czy myślą tak, jak mi się wydaje? Cały świat odtąd wygląda inaczej, nabiera zupełnie nowego wymiaru. Pocieszamy się, ale nieustannie wracają podejrzenia i lęk.”[6]

W moim przekonaniu, zamysł się powiódł i książka przekonująco oddaje ten szczególny stan ducha, gdy usiłujemy spojrzeć na siebie z punktu widzenia innych osób. Główna bohaterka, Joan Scudamore, po raz pierwszy zaznaje swojego własnego towarzystwa, bez obecności innych osób oraz bez możliwości ucieczki w jakikolwiek rozpraszacz uwagi, taki jak lektura czy robótka. Jak obiekt obserwacji, umieszczony na laboratoryjnym stole pod silnym źródłem światła, bohaterka przechodzi na środku pustyni, pod stojącym w zenicie słońcem, stan oświecenia. Pojawia się samoświadomość, wgląd w siebie, podczas którego objawia jej się prawda o niej samej. 

Co Joan Sudamore zrobi z tą wiedzą?

Polecam przeczytać książkę!
------
[1] Fido Martin, „Świat Agaty Christie”, tłum. Długajczyk Beata i Skowrońska Emilia, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2015, s. 47
[2] tamże
[3] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, tłum. Długajczyk Beata, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2012, s. 177
[4] „Agatha Christie”, Gripenberg Monika, tłum. Czyrek Aleksandra, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999, s.161
[5] „Autobiografia”, Christie Agatha,  tłum. Konikowska Magdalena, Lechowska Teresa, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 22 września 2010, s. 444 – 445
[6] tamże

sobota, 10 września 2016

W kieszeni żyto, na nosie klamerka



W rodzinie Fortescue – mieszkającej w okazałej rezydencji "Domek pod Cisami" – dochodzi do potrójnego morderstwa. Najpierw Rex Fortescue, zamożny przedsiębiorca, dyrektor Zjednoczonej Agencji Powierniczej, umiera otruty. W kieszeni jego marynarki zostają znalezione ziarna żyta. Niebawem ofiarą truciciela pada także Adela Fortescue – młodziutka, emanująca seksapilem żona Reksa. Trzecia ofiara to brzydka, nierozgarnięta pokojówka Gladys Martin. Morderca jest w tym przypadku wyjątkowo okrutny. Dusi dziewczynę, a na jej nosie zaciska klamerkę do bielizny.

Co kryje się za tymi ohydnymi zbrodniami? Kto ich dokonał? Jaki sens miało napełnienie kieszeni marynarki zbożem i zbezczeszczenie zwłok nieszczęsnej Gladys? I jakie znaczenie mają kosy w pasztecie? W śledztwie inspektorowi Neele'owi pomaga Jane Marple, u której Gladys kiedyś pracowała. 

Panna Marple, która "wygląda na przeciwieństwo bogini zemsty, a mimo to jest bliska tej roli"[1], dostrzega więcej niż policja. Ludzie uważają ją za nieszkodliwą, wścibską staruszkę i chętnie się przed nią otwierają.

Pod wieloma względami "Kieszeń pełna żyta" nie odbiega od klasycznych kryminałów Agathy Christie. Mamy tu zawiłą intrygę, zamknięty krąg podejrzanych, zbrodnię związaną (być może) z wydarzeniami z przeszłości, odrobinę błyskotliwego humoru, nieoczekiwane zwroty akcji i zaskakujące rozwiązanie[2]. A jednak ta powieść wyróżnia się wśród innych z cyklu o pannie Marple, a może i wśród wszystkich książek Christie. Niezrozumiałe znaki zostawiane przez mordercę – to przecież pasuje raczej do współczesnych skandynawskich kryminałów. Jeśli u tej autorki zdarzało się bezczeszczenie zwłok, zwykle miało na celu utrudnienie identyfikacji. Tutaj trudno rozstrzygnąć (przynajmniej do pewnego momentu), dlaczego w kieszeni denata znalazło się żyto, a na nosie zamordowanej dziewczyny – klamerka.

Również dramatis personae są wyjątkowo ciekawe i nakreślone z pomysłem. To odstręczająca rodzina. Lancelot – młodszy syn Reksa – mówi do swojej żony:  

"Widzisz, jesteśmy rodziną bez sentymentów"[3].  

Cóż, jej członkowie są egoistyczni i pałają do siebie niechęcią. Brat nienawidzi brata, pasierb – macochy, syn – ojca. Świetnie zostali skontrastowani synowie Reksa o pretensjonalnych imionach Percival i Lancelot. Ten pierwszy to człowiek nieznośnie zimny i pedantyczny, a przy tym cwany. Drugi stanowi typ czarującego łobuza i utracjusza. Interesująco przedstawiają się też Jennifer – żona Percy'ego, raczej płytka, a zarazem dramatycznie samotna, tęskniąca za odmianą w nudnym życiu bogaczki oraz Patrycja – małżonka Lance'a, podwójna wdowa, dobra, choć przyzwyczajona do nieszczęścia.

Równie ciekawą postacią jest panna Effie Ramsbottom, ciotka ogarnięta manią religijną – ta staruszka, która we wszelkich rozrywkach widzi zło (stwierdza ona: "Nigdy w życiu nie byłam na wyścigach (...). Totalizator, gra w karty to wymysły szatana. (...) Za żadne skarby nie poszłabym też do teatru ani kinematografu (...). Cóż, grzeszny ten świat, grzeszny w dzisiejszych okropnych czasach"[4]), to kobieta przenikliwa i lojalna. Inną bohaterką wartą uwagi jest Mary Dove – zarządzająca domem dwudziestoletnia przedsiębiorcza dziewczyna. Być może jednak najciekawszą z całej plejady bohaterów "Kieszeni pełnej żyta" – a już na pewno najbardziej godną współczucia – jest Gladys Martin, jedna z tych dziewczyn, które brak urody, inteligencji i pieniędzy pozbawia również perspektyw. Panna Marple stwierdza ze współczuciem:

"Trudno rozwiązać sprawę takich Gladys. Przepadają za kinem i innymi rozrywkami i nieustannie myślą o czymś nieprawdopodobnym, co żadnym cudem nie może ich spotkać. Może to szczęście swego rodzaju? Ale rozczarowania są nieuniknione"[5].

"Kieszeń pełna żyta" to nie tylko dobry kryminał. To również bardzo smutna powieść psychologiczna – o okrutnych i/lub nieszczęśliwych ludziach. W dużej mierze wyjątkowa pozycja w dorobku Agathy Christie. Warto ją poznać.
---
[1] Agatha Christie, "Kieszeń pełna żyta", przeł. Tadeusz Jan Dehnel, wyd. Prószyński i S-ka, 1998, s. 84.
[2] Wyjątkowo jeden puzzel w tej układance zdaje się pominięty – być może zapomniała o nim sama Christie. Pat Fortescue również jest związana z nieprzychylną Reksowi rodziną McKenzie. Jej pierwszy mąż Don to najprawdopodobniej Donald McKenzie, syn wspólnika, którego Rex Fortescue zostawił na pewną śmierć.
[3] Tamże, s. 39.
[4] Tamże, s. 117.
[5] Tamże, s. 80.


Recenzja pochodzi z serwisu BiblioNETka. Autorem recenzji jest Misiak297.