sobota, 13 lipca 2019

Zamów sobie morderstwo

„- Nie wierzy pan w nic z tego - stwierdziła cicho. - Ale jest pan w błędzie. Nie da się uznać wszystkiego za zabobon, strach czy religijny fanatyzm. Istnieją nadziemskie prawdy i nadziemskie moce. Zawsze były i będą.”[1]. 

W pewną nieprzyjazną mglistą noc ojciec Gorman, zostaje wezwany do umierającej kobiety. Pani Davis przed śmiercią wyznaje mu pewne rewelacje. Poruszony ksiądz spisuje na kartce kilka nazwisk i zapobiegliwie chowa listę. Jeszcze tej samej nocy zostaje zamordowany na ulicy. Czy lista jest kluczem do jego śmierci? Dlaczego przynajmniej kilka z wymienionych nazwisk należy do nieboszczyków? Mark Easterbrook, pisarz-historyk i zarazem narrator powieści, jest żywo zainteresowany tą sprawą. Wkrótce on i pewna dziewczyna uwikłają się na własne życzenie w bardzo niebezpieczną grę. 

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z „Tajemnicą Bladego Konia” przed kilkunastu laty. Towarzyszyło mi uczucie rozczarowania. Nie był to typowy kryminał, intryga wydawała się wydumana. Z pewną obawą przystępowałem do ponownej lektury. Jakże się zdumiałem! Odkryłem, że ta powieść pozostaje jedną z najciekawszych i najoryginalniejszych w dorobku Christie. 

Pozornie mamy tu elementy charakterystyczne dla jej klasycznych kryminałów– morderstwo, małe miasteczko, tajemnice. A jednak cała powieść jest przesycona atmosferą napięcia i niepokoju. Wydarzenia wydają się powiązane z czarną magią. Bohaterowie muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście człowiek jest w stanie zadać śmierć na odległość. Czy można sobie zamówić zbrodnię? Czy Thyrza Grey, Sybil Stamfortis i Bella Webb – istne trzy wiedźmy niczym z „Makbeta” - to hochsztaplerki czy posiadaczki wiedzy tajemnej? Jeden z bohaterów stwierdzi trzeźwo: 

„W tym stuleciu naprawdę nie można uwierzyć, że ktoś, siedząc w domku w Anglii, potrafi wysyłać fale myślowe czy coś w tym rodzaju, albo sam, albo poprzez medium, i spowodować, że inny człowiek zachoruje lub umrze na zwyczajną chorobę na Capri lub w podobnym miejscu”[2]. 

A jednak przecież – jak zauważy Mark Easterbrook - „Zjawiska niewytłumaczalne wydają się nadprzyrodzone. I nauka jutra jest dzisiaj nadprzyrodzona”[3]. Agatha Christie podejmuje z czytelnikiem błyskotliwą grę, trochę kryminalną, a trochę okultystyczną. On sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wierzy w magię, czy pewne zajścia są możliwe. Ten problem zostaje przedstawiony w całej złożoności i świetnie współgra z intrygą. Bohaterowie przedyskutowują kwestię czarnej magii i ludzkich mocy, nie ma jednomyślności. W miarę rozwoju akcji łatwo się zagubić w domysłach, nic nie jest oczywiste – aż do spektakularnego finału. 
Agatha Christie w późnym okresie twórczości eksperymentowała z własnym pisarstwem. Coraz częściej odbiegała od standardowej, sprawdzonej formuły kryminalnej, penetrowała piórem nowe obszary literackie. „Tajemnica Bladego Konia” to naprawdę udany eksperyment. Mocny thriller, w którym wszystko jest spowite mrokiem. To daje inny obraz znanego z twórczości Christie świata – świata popołudniowych herbatek, prowincjonalnych plebanii, festynów dobroczynnych itp. Jedno się jednak nie zmienia – Agatha Christie może eksperymentuje z własnym pisarstwem, ale jak zwykle potrafi wywieść czytelnika w pole, o czym ten dowie się na ostatnich stronach powieści. 

Warto zajrzeć do Bladego Konia i trzech wiedźm tam urzędujących. Uwaga! Będzie wam towarzyszyć narastające przerażenie. 

[1] Agatha Christie, „Tajemnica Bladego Konia”, tłum. Krystyna Bockenheim, Wydawnictwo Dolnośląskie, 1999, s. 78. 
[2] Tamże, s. 135. 
[3] Tamże, s. 165. 

Recenzja pochodzi z BiblioNETki, autorem jest Misiak297.

sobota, 6 lipca 2019

Spotkanie w Bagdadzie

„Trudno uwierzyć, by pani Christie potraktowała ten utwór jako coś więcej niż tylko żart” – brzmiał werdykt recenzenta z wydawnictwa Collins, który jako pierwszy zapoznał się z tekstem „Spotkania w Bagdadzie”.[1]

Spotkanie w Bagdadzie to lekki thriller, czy raczej powieść szpiegowska z 1951 roku. Pobrzmiewają w niej echa zimnej wojny i strachu Zachodu przed komunizmem.

John Curran, który pracował nad notatnikami Agathy Christie napisał w „Abc zbrodni Agathy Christie”: 
„W niektórych przypadkach notatki są szkicowe i zawierają niewiele ponad listę występujących osób („Śmierć na Nilu”, zeszyt 30), kiedy indziej na kartkach odnajdujemy prawdziwe bogactwo materiału („Spotkanie w Bagdadzie” – 100 stron; (…)” [2]
Co możemy wyczytać z notatek pisarki?

Choćby to, że Victoria Jones, główna postać, jest podobna do Tuppence Beresford która, w pierwotnym zamyśle, miała być wraz z Tommym bohaterką tej książki. Stąd Victoria jest, podobnie jak Tuppence, pomysłowa, odważna, zdeterminowana i obdarzona poczuciem humoru.

„W Notatniku 56 autorka usiłowała spleść w całość poszczególne nitki i intrygi. Tu też naszkicowała rysunek, który w rozdziale 1 książki Dakin nagryzmolił na bibule i który w latach siedemdziesiątych zainspirował Toma Adamsa do stworzenia słynnej okładki „Spotkania….” Wydanego w serii Fontana Books.”[3]









Dlaczego recenzent z wydawnictwa Collins zareagował w taki sposób na kolejną powieść Agathy?  Christie była już uznaną i doświadczoną pisarką z wieloma sukcesami na koncie, gdy przyniosła maszynopis "Spotkania w Bagdadzie". Dopiero co wydano dwie, doskonałe powieści Agathy: "Dom zbrodni" [Croocked House] i "Morderstwo odbędzie się" [A Murder is Announced] z fenomenalną panną Marple. Wszystkiego można się było spodziewać, ale nie thrillera szpiegowskiego z naciąganą fabułą. 


Co zatem czytelnik otrzymuje? Historyjkę szpiegowską dla kobiet, niekoniecznie miłośniczek gatunku i w ogóle niezainteresowanych polityką, za to śledzących wątki romansowe w każdej książce. Do tego przygody odważnej i nieustraszonej Victorii, która potrafi wyjść cało ze wszelkich opałów i sporo egzotyki. Lekka, napisana z poczuciem humoru historia nie jest na pewno sztandarowym dziełem Christie, trudno nazwać ją w ogóle dobrą książką autorki, ale czyta się ją z zainteresowaniem. 

„Jak słusznie [również] zauważył recenzent Collinsa, powieść czyta się gładko, pod warunkiem, że nie będziemy jej brali zbyt serio i przymkniemy oczy na pewne drobiazgi. (…) postać głównej bohaterki oraz opis życia w Bagdadzie i na wykopaliskach archeologicznych rekompensują wiele niedostatków powieści.”[4]

Wszak nawet niezbyt dobra pozycja Christie, to jednak lektura warta przeczytania. Na urlop jak najbardziej polecam!

---------------
[1] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, tłum. Długajczyk Beata, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2012, s. 243
[2] tamże, s. 19-20
[3] tamże, s. 248
[4] tamże, s. 250-251



Inne powieści szpiegowskie Agathy to „Podróż w nieznane”, „Pasażer do Frankfurtu”, a we wczesnych latach twórczości także „Tajemniczy przeciwnik”, „Tajemnica rezydencji Chimneys”, „Wielka czwórka’ i „Tajemnica siedmiu zegarów”.

sobota, 29 czerwca 2019

Młodość i brawura ratują królestwo (i nie tylko)

Po pierwszym nieudanym podejściu do serii z Tommym i Tuppence (przerzuciłam parę kartek "Tajemniczego przeciwnika", stojąc pod biblioteczną półką, i doszłam do wniosku, że tematyka szpiegowska nie jest dla mnie) dałam sobie z nią spokój na ponad dwadzieścia lat. Po czym, pochłaniając kolejne powieści Królowej Kryminału, zorientowałam się, że nie na długo mi już starczy tych najbardziej ulubionych, z Herkulesem Poirot i Jane Marple. Zatem logiczne wydawało się zabranie się najpierw za te, które mogą się okazać słabsze, najlepsze zostawiając na koniec. 

Pierwsza scena "Tajemniczego przeciwnika" rozgrywa się na pokładzie tonącej "Lusitanii". Ale właściwa akcja zaczyna się, gdy tuż po zakończeniu I wojny światowej spotyka się po pewnej przerwie dwoje młodych ludzi, przyjaźniących się ze sobą od dzieciństwa: Prudence (zwana Tuppence) Cowley i Thomas Beresford. Oboje zdemobilizowani, oboje bezrobotni, bez grosza przy duszy, ale z głowami pełnymi pomysłów. Jednym z tych pomysłów jest założenie własnej firmy, zajmującej się… wykonywaniem nietypowych zleceń, przy okazji których będzie można doznać trochę emocji. Pierwsza propozycja pojawia się, zanim jeszcze spółka o nazwie Młodzi Łowcy Przygód zamieści w prasie anons o rozpoczęciu działalności. Tuppence, nie chcąc narażać na szwank rodowego nazwiska (cóż by powiedział jej ojciec, szacowny archidiakon, ujrzawszy je w gazecie w związku z jakąś kryminalną aferą?), podaje przyszłemu pracodawcy pierwsze, jakie jej przyszło do głowy – a przyszło takie, jakie poprzedniego dnia usłyszała od Tommy’ego, opowiadającego jej, co za niezwykłe rzeczy można usłyszeć na ulicy (co może być niezwykłego w nazwisku Finn? Polskiemu czytelnikowi, zwłaszcza znającemu z dzieciństwa "Przygody Hucka Finna", wydaje się ono całkiem normalne. I nawet kiedy się dowie, że oznacza ono "Fin/Finka", też nie budzi zdziwienia, bo wszak u nas wcale nierzadko ludzie noszą nazwiska będące określeniami innych nacji: Czech, Włoch, Niemiec, Francuz, Szwed. Ale widać u Brytyjczyków nie było to w zwyczaju). No i powstaje pewien problem, bo nazwisko to wywołuje u jej rozmówcy widoczną złość i konsternację, a w konsekwencji cały ciąg coraz bardziej zaskakujących zdarzeń, związanych – jak się już mogliśmy domyślić – z ową sceną sprzed kilku lat i jej nieoczekiwanymi następstwami. Próbując rozwiązać zagadkę, Tommy i Tuppence znajdą się w opałach, z których trudno będzie ujść cało, gdyż mają przeciw sobie doskonale zorganizowaną szajkę, dowodzoną przez niejakiego pana Browna. Można by sądzić, że ów osobnik – którego wyglądu nikt opisać nie potrafi – wszystko wie i wszystko może, bo sama wzmianka o nim przyprawia o trwogę nawet wytrawnych przestępców. Ale Tommy i Tuppence są młodzi, pełni zapału i... hm... cokolwiek nierozważni, a przy tym pragną uczciwie zapracować na otrzymywane wynagrodzenie, toteż będą na przemian podejmować rozmaite bardzo ryzykowne kroki. No i cóż, audaces fortuna iuvat! Detali nie musimy w tym miejscu zdradzać, najważniejsze, że honor Zjednoczonego Królestwa zostanie uratowany. 



Jeśli się od początku nastawimy na to, że nie będziemy mieć do czynienia z klasycznym kryminałem, lecz z powieścią detektywistyczno-awanturniczą z wątkami politycznymi i z drobną przymieszką romansu, nie powinniśmy doznać szczególnego zawodu. Bo intryga jest nie bardziej szalona i zawikłana, niż np. w "Trzech muszkieterach" (zwłaszcza tożsamość pana Browna jest zakamuflowana pomysłowo; choć już stosunkowo wcześnie moje podejrzenie padło na właściwą osobę, to zostałam następnie skutecznie zmylona, podobnie zresztą jak i bohaterowie). Ratowanie siebie lub innych z sytuacji bez wyjścia wychodzi bohaterom równie dobrze, jak panu Zagłobie uwolnienie się z feralnego chlewika, a momentami bywa niemal tak wesoło, jak w "Niewiarygodnych przygodach Marka Piegusa" (na przykład, kiedy Tuppence z całą powagą uświadamia Tommy'ego co do różnicy w rozmiarach przeszkód, na jakie napotykają mężczyzna i kobieta przy poszukiwaniu bogatego kandydata na współmałżonka. Albo kiedy wtajemnicza w sprawę windziarza Alberta). Toteż z przyjemnością sięgnę po kolejne powieści z tego cyklu, oddalając tym samym moment, w którym nie pozostanie mi już do przeczytania ani jedna pozycja z bogatej spuścizny autorki. 


Recenzja pochodzi z BiblioNETki, autorką jest Dot59.

sobota, 22 czerwca 2019

Panna Marple jako detektyw


Panna Marple jest to siwowłosa starsza dama o łagodnym, miłym sposobie bycia. Panna Wetherby jest kostyczna i gadatliwa. Z tych dwóch niewiast panna Marple jest bez porównania niebezpieczniejsza.
Morderstwo w plebanii [tłumaczyła Wacława Komarnicka]

To, co sprawia, że ​​panna Marple jest tak skuteczna jako detektyw, to umiejętność wtopienia się w tło. Jej żywa inteligencja kryje się za zamiłowaniem do robótek, ogrodnictwa i plotek. Skromna i często pomijana, ma swobodę w poszukiwaniu prawdy. Przestępcy i mordercy nie zdają sobie sprawy, że z każdym ściegiem nie tylko robi kardigan, ale i rozwiązuje zbrodnię. "Najdoskonalszy bóg detektywistyczny, jaki kiedykolwiek powstał. Naturalny geniusz uprawiany w odpowiedniej glebie. "(Sir Henry Clithering, Noc w bibliotece [The Body in the Library] )




W rolę panny Marple wcieliło się wiele znakomitych aktorek. Pierwszą z nich jest Gracie Fields w obecnie zaginionej, amerykańskiej adaptacji telewizyjnej książki Morderstwo odbędzie się [A Murder is Announced] w 1956 roku.

W latach 60. pojawiły się cztery adaptacje filmowe MGM, z udziałem przyjaciółki rodziny, Margaret Rutherford, chociaż wiele z nich było tylko luźno opartych na powieściach Agathy Christie. Christie nie była zbytnio zainkteresowana komiksową wersją Marple, w wykonaniu Rutherford. Bardziej surowa interpretacja Marple autorstwa Angeli Lansbury w adaptacji z 1980 r., Zwierciadło pęka w odłamków stosThe Mirror Crack ], mogła bardziej przypaść do gustu Christie. Lata osiemdziesiąte ujrzały także Helen Hayes w trzech filmach telewizyjnych z Miss Marple, jako sprytnym detektywem.

Geraldine McEwan

Rola Joan Hickson w serialu BBC od 1984 do 1992, jest często uważane za najwierniejsze przedstawienie oryginalnej postaci, a Hickson także czyta wiele audiobooków.

June Whitfield zagrała rolę Marple w BBC Radio 4 w latach 1993-2001. 
W 2004 roku Geraldine McEwan powtórzyła rolę w adaptacjach ITV, a Julia McKenzie przejęła w 2009 roku.



sobota, 15 czerwca 2019

Agatha Christie "Zakończeniem jest śmierć"

Agata Christie najbardziej znana jest z powieści z panną Marple i Herkulesem Poirot. A napisała też, niesłusznie mało znany, kryminał retro z akcją, osadzoną w starożytnym Egipcie. Christie była Królową Kryminału, a z racji tego, że jej drugi mąż był archeologiem, miała też sporą wiedzę o historii, a o starożytności szczególnie. Wyszła znakomita powieść. 
Jedynie co do warstwy retro nieco rozczarowuje, bo zwyczaje starożytnych Egipcjan czy styl ich życia potraktowane zostały marginalnie. Ale nie ma to większego znaczenia dla oceny całości. Nacisk położony został na zagadkę kryminalną i kwestie psychologiczne, które Agata bardzo lubiła. Odnoszę wrażenie, że dzięki tej starożytnej otoczce autorka odważyła się na ukazanie jednostki w szerszym kontekście, nie tylko rodzinnym, czy towarzyskim, jak to z reguły robiła. Pokusiła się o refleksje na temat jednostki i jej roli w szerszej społeczności, jak kraj, w którym ta jednostka żyje. Jest tam nawet lekko wyczuwalna patriotyczna nuta. Proporcje są oczywiście zachowane, nie ma żadnych długich analiz, akcja toczy się wartko. 


     Wydarzenia rozgrywają się w domu egipskiego kapłana, ojca czworga dorosłych dzieci i dziadka. Gdy rozpoczyna się akcja, mieszka on razem z dwoma synami,  synowymi, ich dziećmi, z młodszym synem, świeżo owdowiałą córką i jej dzieckiem, z matką i z trzema, nazwijmy to przyjaciółmi rodziny: kobietą - Henet i dwoma mężczyznami - Horim i Kamenim oraz liczną służbą, która jednak nie odgrywa żadnej roli, są jakby rekwizytami. Jak to u Agaty, wszystko rozegra się w wąskim gronie. Główną bohaterką jest młoda wdowa - Renisenb. Starszy pan z jednej z podróży przywiózł ze sobą młodą i piękną konkubinę. I wtedy wszystko się zaczęło. W rodzinie zaczęło dochodzić do konfliktów, domownicy zgodnie stanęli przeciwko obcej kobiecie. Ona z kolei świetnie się czuła, gdy im było źle, snuła intrygi. Błyskawicznie okazało się, że wszyscy już zachowują się inaczej, niż zazwyczaj, tak jakby się nagle zmienili. Równie błyskawicznie pojawia się pierwszy trup. Zabójstw będzie więcej, w tej książce jest ich naprawdę sporo.  Renisenb przygląda się toczącym się wydarzeniom, podobnie jak nestorka rodu i Hori. Hori jest człowiekiem wyjątkowo światłym i to on rozumie ludzkie postawy, jak panna Marple, próbuje je nawet tłumaczyć Renisenb. 



          Gdy Renisenb skarżyła mu się, że wszyscy się zmienili, on tłumaczył jej, że tak nie jest, że ludzie się nie zmieniają. Powiedział "Nigdy wiele nie myślałaś o ludziach, prawda? Gdybyś myślała, zrozumiałabyś." Tłumaczył, że ludzie niekiedy sami wierzą w iluzję, że np. są pewni siebie lub odwrotnie, a prawdziwa natura ujawnia się np. w chwili niebezpieczeństwa. Ktoś mógł uchodzić za uległego i łagodnego, a nadchodzi moment, kiedy ujawnia się siła i bezwzględność tej osoby.  I ta siła i bezwzględność były w niej zawsze. Inna osoba robiła wrażenie odważnej, ale wynikało to z tego, że żyła w dostatku, powodziło jej się dobrze pod  względem i po prostu bardzo długo nie musiała się niczego bać. Aż nadszedł dzień, kiedy wszystko się zmieniło i po raz pierwszy osoba ta poczuła  lęk. Nie była jednak w stanie  stawić mu czoła. Zdaniem Renisenb jeśli miałoby się żyć w ciągłym lęku, lepiej byłoby umrzeć. Aby zorientować się, jaki naprawdę ktoś jest, trzeba patrzeć wyjątkowo szeroko. Jedna z bohaterek, Kait, zawsze był czuła, łagodna, i spokojna. Ale nawet i Renisenb zauważyła, że Kait była właśnie taka tylko w odniesieniu do własnych dzieci. Poza nimi świat dla niej nie istniał. Patrzyła nań bez zainteresowania i ciekawości. Henet z kolei była zawsze uniżona, ale nikt nie wiedział, co kryło się za tą uniżoną i płaszczącą się pozą. 
    Agata w tej powieści pokazała swoje szerokie horyzonty. Zwróciła uwagę na prosty, wydawałoby się fakt, że człowiek nie powinien skupiać się tylko na czubku własnego nosa i myśleć tylko o sobie i o swojej rodzinie. Hori patrzył na podzielony Egipt i marzył o tym, że znów kiedyś będzie on wielki. Pisarka 
pisała tę powieść w trakcie wojny, nie wiadomo było, czy i w jakim stanie Anglia ją przetrwa.  Hori myślał już o tym, że gdy Egipt się zjednoczy "będzie potrzebował mężczyzn i kobiet z sercem i odwagą". Nie będzie potrzebował ludzi  jak Imhotep, "zajętych swoimi małymi zyskami i startami", nie będzie potrzebował "leniwych i chełpliwych,  myślących tylko o sobie." Nie będą nawet potrzebni tacy tylko obowiązkowi i sumienni. Hori zauważał, że umysł godny podziwu "patrzy na rzekę, dostrzega zmiany  na świecie, nowe idee. Dostrzega świat, w którym wszystko jest możliwe dla tych, którzy mają odwagę i wyobraźnię". W kontekście tej książki patrzenie na rzekę, na Nil, to nic innego, jak patrzenie dalej, niż na swoje podwórko. 
6/6